Keywords

Latest topics
» Nieobecności
Sob Cze 17, 2017 3:14 pm by Białoruś

» Skojarzenia
Czw Cze 15, 2017 10:32 pm by Dania

» Reakcje
Czw Cze 15, 2017 10:30 pm by Dania

» Parowanie
Pon Cze 12, 2017 8:59 pm by Argentyna

» Niekończąca się opowieść
Nie Cze 04, 2017 8:16 pm by Czarnogóra

» Otwórz książkę...
Nie Cze 04, 2017 8:13 pm by Czarnogóra

» Muzycznie
Nie Maj 21, 2017 6:36 pm by Korea Północna

» Banowanie
Nie Maj 21, 2017 6:35 pm by Korea Północna

» Rozwiń skrót
Sob Maj 20, 2017 12:19 am by Anglia

wymiana
Font

Waszyngton, pierwsza połowa lat '50 XX wieku.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Waszyngton, pierwsza połowa lat '50 XX wieku.

Pisanie by Anglia on Nie Kwi 16, 2017 3:07 am

Krajobraz różnił się od tego londyńskiego. Nic w tym zaskakującego, nic w tym nowego, nic w tym zachwycającego. Ulice były szersze, ludzie mniej kulturalni, a mgła nikła. Ba, w ogóle jej nie było. Samochody przejeżdżały raz po raz, ktoś sprzedawał gazety, a jeszcze ktoś inny kupował pączka w pobliskiej piekarni.
Dobiegała 3 po południu, więc ludzie musieli kończyć swoją przerwę obiadową. Waszyngton nigdy nie był największym miastem, ale trzeba było przyznać, że miał w sobie coś amerykańskiego, jak każde, wybudowane na tej części kontynentu miasto. Diabeł tkwi w szczegółach, a więc to… kwestia architektury rozpościerającej się coraz bardziej w górę i zasłaniającej błękit rozchmurzonego nieba, kwestia słyszanego z każdej strony akcentu i ogólny, upalny harmider. Nie do wytrzymania.
Artur Kirkland próbował odnaleźć się w tym wszystkim. Nie spieszył się, miał jeszcze czas, ale z drugiej strony nie chciał go też marnować. Spojrzał raz jeszcze na kartkę ze spisanym starannie adresem. Za każdym razem jak to robił czuł jak coś przewraca mu się w żołądku. Wolałby swoje puste cukierniczki i skradających się we mgle Anglików, a nie… nie to. Ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę była podróż.
A może wcale nie?
Może nie chciał się nastawiać na popsucie humoru.
Może nie chciał robić sobie nadziei, że będzie przyjemniej.
Nie mogło być, wiedział to.
Idiotyczne mrzonki przelatywały przez głowę tak szybko jak kończyło się zielone światło przy kolejnej przecznicy.
Rozejrzał się dookoła, w oczy rzuciła mu się tabliczka, oznajmiająca, że znalazł się na ulicy, której powinien.
Cóż w ogóle, w dobie kryzysu robił Anglik w stolicy Stanów Zjednoczonych? Na pewno nie polepszał swojej sytuacji finansowej, o nie. Otóż obecny premier wysłał na spotkanie z amerykańską głową państwa ministra spraw zagranicznych, a sprawa, według Churchilla, była niebłaha, bo dotyczyła testów bomb atomowych robionych przez Sowietów, na terenie, który średnio Zjednoczonemu Królestwu pasował. Stary polityk czepiał się wszystkiego, co dotyczyło Związku Radzieckiego i Stanów Zjednoczonych, a przedkładał to nawet ponad swoje zdrowie.
Arthur miał nadzieje, ze minister Eden ma trochę więcej rozumu...Poza tym, wspomniany delegat też nie był w dobrej kondycji zdrowotnej, więc wszystko sprowadzało się do jednego.
Jesteśmy w ciemnej dupie, a ja błądzę po ulicach Waszyngtonu.
Przeszedł szybkim krokiem na drugą stronę ulicy i wyminął tłoczących się przechodniów, zaraz znalazł się u celu. Przynajmniej taką miał nadzieję. Wszedł z walizką do budynku, który swoimi liczbami informował Anglika, że nie może się mylić co do kierunku trasy. Wszystko w środku tak bardzo różniło się od ostatniej, angielskiej rzeczywistości, że Arthur nawet nie chciał skupiać na czymkolwiek swojej uwagi. Skończyłoby się to głębokim rozmyślaniem, którego, chociaż na początek wolałby uniknąć.
Był tu w jakimś celu, był tu, bo jego zdanie się liczy. Nie ma innego wytłumaczenia.
Zadzwonił dzwonkiem jak tylko przestał łapać oddech po wędrówce z walizką. Nie czuł się najlepiej. Właściwie, od początku roku ‘40 nie było takiej chwili, w której czułby się wyspany, odprężony i ukontentowany. Nie zmieniło to, jednak jego wyprostowanej pozycji i uniesionej głowy .Mało co jest w stanie przełamać tak chłodne lody. Wzrok wciąż oceniał każdego, kto akurat miał sposobność z Anglią rozmawiać, a Brwi, krzaczaste i ciemne były na swoim miejscu dodając Arthurowi lat… tak jakby sam stan zdrowia już odpowiednio tego nie robił.
Wyciągnął zegarek kieszonkowy, na którym sprawdził godzinę.
3:35, idealnie. Jeszcze po trzeciej, ale już bliżej czwartej.

_________________
'Sitting in an English garden waiting for the sun.
If the sun don't come, you get a tan from standing in the English rain'
avatar

Anglia

Liczba postów : 195
Skąd : Londyn
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach