Keywords

Latest topics
» Nieobecności
Sob Cze 17, 2017 3:14 pm by Białoruś

» Skojarzenia
Czw Cze 15, 2017 10:32 pm by Dania

» Reakcje
Czw Cze 15, 2017 10:30 pm by Dania

» Parowanie
Pon Cze 12, 2017 8:59 pm by Argentyna

» Niekończąca się opowieść
Nie Cze 04, 2017 8:16 pm by Czarnogóra

» Otwórz książkę...
Nie Cze 04, 2017 8:13 pm by Czarnogóra

» Muzycznie
Nie Maj 21, 2017 6:36 pm by Korea Północna

» Banowanie
Nie Maj 21, 2017 6:35 pm by Korea Północna

» Rozwiń skrót
Sob Maj 20, 2017 12:19 am by Anglia

wymiana
Font

Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Anglia on Wto Mar 21, 2017 1:06 am

Wbrew wszelkim przekonaniom i popularnym opiniom Arthurowi Kirklandowi zdarzało się brać wolne od wrzącego romansu z papierami będącym mokrym snem każdego szanującego się pracoholika. Żałował decyzji spakowania się i wpakowania w samolot kiedy przy czwartej godzinie lotu mężczyzna przed nim rozłożył siedzenie na tyle, ze nawet ze swoją wąską i tyczkowatą aparycją Anglia siedział ściśnięty jak niewolnicy na statkach do Nowego Świata.
Próbował czytać.
Próbował spać.
Było za gorąco.
Było za zimno.
Było za ciasno.
Było za duszno.
Nienawidził latać, o wiele przyjemniejsze było płynięcie. Nawet tymi, cholernymi parostatkami. Niestety, drogą powietrzną było szybciej. Trwało to 7 do 8 godzin, a nie parę dni, jak kiedyś. Arthur wciąż uważał, ze statki mają swój urok i o wiele lepiej wybrać się w taką podróż niż, no właśnie, cisnąć się w samolocie i ubolewać nad sensem istnienia. Zegarek na ręce tykał, Anglia spojrzał na niego. Czas. Tyk, tyk. Wskazówki nieubłaganie lecące do przodu przypominały mu dlaczego siedzi w tym samolocie, a nie kokosi się wygodnie w kajucie. Przymknął oczy. Trzeba przeczekać.
Na lotnisku panował rwetes, a Arthura łapały dygresje od wszystkiego, co zaczynał robić. Od wyciągnięcia paszportu po kupienie mrożonej herbaty w jakiejś kawiarnianej sieciówce. Torba nie przeszkadzała mu tak, jak ta od laptopa obijająca się o wystającą kość.
Bywało gorzej, jedziesz odpocząć. Wyśpisz się zanim Alfred zacznie jojczyć.
W rzeczy samej, Anglik przyleciał do Nowego Jorku dzień przed spotkaniem się z Ameryką. Lot był tańszy, a i bardziej mu pasował. Przenocowanie w hostelu nie było dla niego problemem, a nawet ułatwiało całą sprawę, bo mógł się spokojnie wypakować, odprężyć, najeść, opić herbatą i wyspać. Jeżeli znów nie obudzi się 10 minut przed budzikiem.
Angielskie plany zostały gwałtownie zrujnowane, a raj obiecany odszedł tak szybko jak wylewa się herbata po przewróceniu filiżanki. Natychmiastowo, chociaż stopniowo. Anglik przystanął, rozejrzał się po przechodzących ludziach, śpieszących się gdzieś czy wesoło rozprawiających o trudach życia.
Nie pomylił się, nie mógł.
Zmarszczył Brwi wypatrując znajomej twarzy, która mu mignęła. Nie ma drugich niebieskich oczu, które wyglądają tam samo, nie ma innego tak irytującego uśmiechu i drugiej kurtki kupionej tyle lat temu, a wciąż trzymającej się wręcz idealnie. Właściwie, Anglia chciał kiedyś zapytać o jej stan, może Ameryka kupował co parę lat nową? Albo zamawiał. Cokolwiek. Było to dziwnym zjawiskiem, bo ubranie zawsze wyglądało kropka w kropkę tak samo, pachniało charakterystyczną mieszanką skóry, perfum i papierosów. Te ostatnie, w zależności od okresu były bardziej lub mniej wyczuwalne.
Dziękuje, Ameryko za pokrzyżowanie planów. Znowu.
Jest, tak, to on. Nie ma możliwości, aby to był ktoś inny. Anglia zacisnął lekko usta. Nie tak się w końcu umawiali, dlaczego on musi zawsze wszystko robić po swojemu? Arthur nienawidził być stawiany przed faktem dokonanym, nienawidził czegoś wyrwanego z planu, co burzyło, konsekwentnie kolejne zamierzenia. Aż łapał go nerwicowy ścisk w gardle. Spiął się, wyprostował. Zacisnął rękę mocniej na rączce lotniczej walizki. Knykcie mu pobielały.
Tylko. Spokojnie.
Poczuł jak przygryza wargę, a ostatecznie ugryzł się w język. Było w tym coś pozytywnego, przynajmniej przestał się skupiać na swoich kumulujących się, rwetesujących wewnątrz emocjach.
Popił resztkę mrożonej herbaty i chciał przeczekać aż przypływ ludzi znów stanie się odpływem, co w wypadku nowojorskiego lotniska znaczyło lekkie przerzedzenie.

_________________
'Sitting in an English garden waiting for the sun.
If the sun don't come, you get a tan from standing in the English rain'
avatar

Anglia

Liczba postów : 195
Skąd : Londyn
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Stany Zjednoczone on Pon Mar 27, 2017 9:31 am

Port lotniczy JFK tętnił życiem przetaczanych walizek, spieszących się ludzi, gwaru głosów, mieszającego się z monotonnym, kobiecym altem, który dobiegał z megafonów. Klimatyzacja szumiała cicho, chłód opadał na stłoczonych, pachnących potem i nadużytymi perfumami ludzi. Alfred stał na boku i spokojnie sączył, a teraz już raczej siorbał resztę mrożonej kawy o karmelowym posmaku. Kostki lodu stukały lekko o plastik.
Stał na boku, cierpliwie wypatrując ludzi wylewających się z rozsuwanych, oszklonych drzwi hali przylotów. Na czerwony dywan wylewali się ludzie otoczeni zewsząd ochroniarzami, rzucającymi im uważne spojrzenia. Alfred siorbnął po raz ostatni, potrząsnął smętnie kubkiem i wyrzucił go do pobliskiego śmietnika. Wystarczyła chwila nieuwagi, by Arthur zdążył wyjść w tłumie innych pasażerów, ale to nic – choć Anglik nie grzeszył wzrostem, Alfred szybko wyłapał jego charakterystyczne brwi, gęste i zmarszczone, spod których świat obserwowała para czujnych, zielonych oczu. Alfred wyszczerzył się bezczelnie.
- A-a-arthie! – zaświergotał głosem słodkim i zdradziecko lepkim jak miód.
Momentalnie zmaterializował się tuż przy swojej ofierze z gracją doświadczonego drapieżnika. Jego dłoń opadła na bark Arthura, gdy oplótł węższego mężczyznę ramieniem.
- Jak dobrze cię widzieć! Podróż minęła ci, mam nadzieje, przyjemnie? Tak! – Nie czekał nawet na odpowiedź. – To świetnie. Słuchaj, bo widzisz, mamy jakieś, eee, dwie, trzy godziny? Musimy się jeszcze przedrzeć przez Queens na La Guardię, ale wszystko jest już za-pla-no-wa-ne. Chyba we mnie nie wątpisz, co? – Zafalował wymownie brwiami. – Więc może coś zjesz, a potem lecimy na zachodnie wybrzeże. Na pewno ci się spodoba. Nowy Jork w lecie to pułapka, śmierć, zniszczenie. – Westchnął teatralnie i z przerysowanym dramatyzmem.
avatar

Stany Zjednoczone

Liczba postów : 55
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Anglia on Pon Mar 27, 2017 7:37 pm

Tłocznym miejscom zawsze towarzyszył charakterystyczny gwar, którego za nic w świecie nie dało odtworzyć się w innym pomieszczeniu, niż w tym konkretnym, z którym ten odgłos się kojarzył. Z tym nowojorskim lotniskiem nie było inaczej, miało swój charakterystyczny szmer spowodowany układem budynku i przewijających się przez niego pasażerów.
Arthur zmarszczył nieznacznie nos, co dodawało jego mimice wyrazu jeszcze większego zniecierpliwienia. Ten zabieg był mocno celowy, Anglik nie miał najmniejszego problemu z kontrolowaniem grymasów twarzy. Najczęściej. Chciał ominąć resztkę ludzi wylewających się przez rozsuwane drzwi, ale chwilowe zdezorientowanie spowolniło go jeszcze bardziej niż obijający się o kość laptop.
-Cudownie, jeżeli w ogóle czekasz na odpowiedź- spojrzał na niego tak samo wymownie jak na te oplatającą ramiona rękę, co znaczyło, że podróż była kompletnie odwrotna od cudowności. Z chęcią by teraz popił mrożonej herbaty, aby dramatyzm zwiększył się o parę procent, ale tej zabrakło chwile temu.
Był zmęczony po podróży, ostatnie czego teraz chciał to szczypanie czy szarpanina, więc nie kłopotał się specjalnie z rzucaniem ręki Ameryki, jak na razie było w porządku. Tak chciał sobie wmówić, w końcu przyjechał tu żeby się odprężyć, a nie bardziej spinać… co nie zmienia faktu że od takiego zbliżenia na sam początek poczuł nieprzyjemne ukłucie sztywniejących, automatycznie mięśni. Amerykańskie świergotanie, tak jak założył już chwile temu, nie polepszyło sytuacji. Arthur westchnął cicho.
-Świetnie, że byłeś skory rozpisać się o swoich planach i dać mi znać, że będziesz dzień wcześniej- parsknął krótko i cynicznie widocznie niezadowolony z tego planu- To w co wątpię jest w tym momencie raczej mniej ważne od faktu, że mogłeś cokolwiek powiedzieć. Dać znać.- wyrzucił z siebie bez ogródek, bo to była rzecz, którą trzeba było zaznaczyć. A przy okazji zgasić odrobinę ten rosnący, amerykański entuzjazm. Co za dużo, to nie zdrowo.
-Żywię głęboką nadzieje, że chociaż samochód uwzględniłeś w tej swojej strategicznej przeprawie przez miasto. Nie mam zamiaru jechać z tym wszystkim metrem.- Samochód w Stanach to rzecz niezbędna, więc Arthur nie zakładał najgorszego scenariusza. Zawsze, jednak, można wbić szpilę i zamarudzić, skoro nie można już zmienić tego, co nieuniknione. Bez wątpliwości, Anglik nie miał ochoty na wykłócanie się o to i bycie upartym, zwłaszcza że taki przyjemne pogaduszki skończyłyby się jeszcze gorzej niż faktyczne odpuszczenie. Czasami trzeba uczyć się na błędach.
Czasami. Czasami.
Powtórzył sobie to w głowie, nie pomogło.
-Tryskasz energią jak zwykle, niech to chociaż raz się do czegoś przyda i weź ode mnie walizkę.-Oczywiście spróbował mu ją dyskretnie wcisnąć, a przy okazji wyswobodzić się z lekkiego uścisku, aby już zacząć iść w stronę wyjścia. Ludzie znów zaczęli się tłoczyć, a Arthur, mimo przyzwyczajenia, bo w Londynie wcale ich mniej nie bywało, zaczynał być jeszcze bardziej zmęczony natłokiem gwaru wpływającym do uszu i wyłapywaniem cząstek konwersacji, których nigdy nie chciał słuchać.

_________________
'Sitting in an English garden waiting for the sun.
If the sun don't come, you get a tan from standing in the English rain'
avatar

Anglia

Liczba postów : 195
Skąd : Londyn
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Stany Zjednoczone on Wto Mar 28, 2017 6:20 am

Jeśli Alfred zauważył te drobne gesty – charakterystyczny grymas twarzy, spięcie mięśni, sugestywna aluzja (ociekająca zaaplikowany w słowa jadem) – to skutecznie je ignorował i z niezwykłą wprawą udawał niewiniątko. Roześmiał się radośnie i lekko na słowa Arthura i posłał mu szeroki uśmiechem. Jeden z tych, które aż proszą się o wybicie wszystkich zębów.
- To cudownie, że cudownie! – zapewnił wesoło Arthura. – Cieszę się, że tak mówisz. W takim razie nie będzie ci przeszkadzało to, że to jeszcze nie koniec!
Arthur sam wpakowywał się w pułapki, gdy próbował ironizować. Cynizm w starciu z Alfredem miał mierne szanse. Alfred albo żył w świecie ponad uwagami innych osób, albo przez lata nabawił się cudownej warstwy ochronnej na wszelkie prośby, rady i odczuwanie podstawowej empatii.
- Tak nie działają niespodzianki, nie? Jakbym ci powiedział, to by jej nie było. Proste, ehe? – Wzruszył wymownie ramionami, nie oczekując na odpowiedź.
Przy okazji do tego gestu musiał ześlizgnąć rękę z ciała Arthura, ale też już wystarczająco dał się we znaki dawnemu opiekunowi. Przecież nie chciał, by Anglia wrócił do Londynu najbliższym lotem powrotnym, prawda? Chodziło mu o delikatne droczenie się, nadepnięcie mu na odcisk dla zasady. To wszystko było częścią jakiegoś niepisanego rytuału, który Alfred u-wiel-biał.
Tak. Właśnie.
- Poza tym akurat ten dzień spędzimy na dalszej podróży, a od jutra zaczynamy faktyczny wyjazd. Więc wszystko się zgadza i nie ma problemu, nie? Cudownie to zaplanowałem!
Alfred promieniał wręcz z dumy z wysoko zawartą głową. Gdzieś tle pewnie powiewała flaga amerykańska. Wydawać by się mogło, że skrzek orła dobiega z megafonów lotniska.
Czy coś.
- Chyba żartujesz. – Alfred roześmiał się po raz kolejny. – Metrem to byśmy musieli przejechać cały cholerny Manhattan, a potem jeszcze się przesiąść, nie? To takie śmieszne, teraz jesteśmy prawie na Brooklynie. To twoje klimaty, nie? Znaczy rudzi. Prawie jak w domu. Zabiorę cię tam kiedyś! – Pokiwał energicznie głową.
Alfred zerknął oceniająco na walizkę. Potem podobnie oceniająco na Arthura.
- Ojej, wiek już nie ten, co? Biedny jesteś, Arthie. Ale nie ma sprawy, chętnie wyręczę mojego emeryta. – Ameryka wyszczerzył się bezczelnie, ale gładkim ruchem przejął walizkę i szarpnął ją z przesadzoną siłą do przodu, narzucając sprężyste tempo.
avatar

Stany Zjednoczone

Liczba postów : 55
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Anglia on Wto Mar 28, 2017 3:08 pm

Arthur doskonale wiedział, że do Alfreda musiały docierać jakieś znaczące sygnały, ale taka ignorująca zarzuty postawa nie była niczym nowym. Dlatego też Anglia niespecjalnie się przejął, tego typu przepychanki słowne były czymś normalnym, a zmęczenie niwelowało zwyczajowe zniecierpliwienie takim marnowaniem czasu.
-Oczywiście, że mi przeszkadza, ale ostatnie co teraz chce to powrót w takich samych warunkach parę stref do tyłu- parsknął- „proste, nie?”- sparodiował jego sposób wypowiedzi, z akcentem było już trudniej, bo ten wciąż pozostał ciężki jak angielski charakter. Za ciężki do zniesienia dla niektórych, za ciężki do zrozumienia dla innych, a dla kogoś jeszcze na pewno irytujący.
Uniósł Brew, chyba nie doszła do niego ta wizja amerykańskiej cudowności. Wciąż uważał Stany za zbyt głośno krzyczącego dzieciaka. Ale to, co uważał różniło się od faktycznej rzeczywistości. Może i Alfred głośno krzyczał, ale też liczył się w dzisiejszym świecie.
Ale ten temat już mamy za sobą. Nie ma potrzeby wyciągać jakiegoś sentymentalnego gówna.
A poza tym lew to o wiele bardziej dostojne i królewskie zwierze od jakiegoś pierzastego latacza. Kto to widział.
-Tak, tak zapomniałeś wspomnieć, że plan jest genialny- parsknął znowu jakby nie mogąc się powstrzymać przed cynicznym komentarzem przepełnionym jadem. Gdzieś pod zgorzkniałą skorupką naprawdę go to bawiło. Cała ta szopka, słowne docinki.
Głos, mimo wydawanych z siebie kocich dźwięków niezadowolenia był dość monotonny i okazujący nikłe zainteresowanie całą sytuacją. Tutaj zmęczenie nie miało nic do poczynienia, bo Arthur zazwyczaj brzmiał jakby ostatnim co go interesowało na świecie był rozmówca. No, prawie zawsze. Były osoby, do których trzeba zwracać się z odpowiednim szacunkiem. Królowa.
-Cieszę się, ze doceniasz moje poczucie humoru.- Zafalował Brwiami po wciśnięciu Alfredowi bagażu i poprawił, wcześniej przeszkadzającą torbę. O tak, tak było znacznie lepiej.
Wysłuchał tego o rudych jednym uchem, a drugim wypuścił, chciał odpocząć od ponaglających tematów, a nie się w nie zagłębiać… ognistowłosych miał wystarczająco na co dzień, aby teraz się tym przejmować.
-Podziękuje, mam u siebie całkiem dorodnych przedstawicieli, nie potrzeba mi więcej...- Sam wzruszył lekko ramionami, bo w końcu mógł uwolniwszy się od cięższego pakunku.
Liczyło się, że wziął walizkę. Anglik nie dał się na wstępie wyprowadzić z, i tak chwiejnej równowagi. Wszystko szło jak po maśle, jak na razie. Gorzej będzie z tym tajemniczym planem, ale Arthur liczył, że na samym początku podróży uda mu się zasnąć z przemęczania.
-Martwisz się, że możesz mnie wykończyć tą swoja niespodzianką? Ależ nie musisz, to urocze-odpowiedział mu jego własną bronią, co obrzydliwie źle brzmiało w angielskich ustach, aż sam właściciel tych słów wykrzywił usta w brzydki uśmieszek. Było to, swego rodzaju zamaskowanie zażenowania tego typu dopowiedzeniem, ale w odbiorze osoby obserwującej mógł oznaczać wszystko.
Wszystko dookoła wcale nie zdawało się mniej męczące kiedy wyszli z budynku lotniska, ludzie podjeżdżali taksówkami, samochodami, krzyczeli cos do siebie, przepychali się w wejściu. Fala ciepłego powietrza, która uderzała po wyjściu z klimatyzowanego pomieszczenia wcale nie polepszała sprawy, ani fakt dotrzymywania znacznie bardziej sprężystego kroku Ameryki.
-To w którą teraz stronę, mistrzu strategii?- dodał nie schodząc ze znudzonego tonu, ale też trzymając się blisko Ameryki, bo nieprzyjemnym byłoby zginąć gdzieś w tym szaleńczym biznesowo-wakacyjnym tłumie przechodniów.

_________________
'Sitting in an English garden waiting for the sun.
If the sun don't come, you get a tan from standing in the English rain'
avatar

Anglia

Liczba postów : 195
Skąd : Londyn
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Stany Zjednoczone on Czw Mar 30, 2017 8:16 am

Alfred wyszczerzył się radośnie.
- Czyli raczej nie mam się bać tego, że jednak postanowisz wrócić? Świetnie! – Zmrużył oczy i posłał Arthurowi wyjątkowo bezczelny uśmiech, który z daleka bił po oczach prostym przekazem: „dałeś się podejść”.
I pewnie zawieszonym w powietrzu ironicznym serduszkiem składającym się z nawiasu ostrokątnego i trójki. Czy czegoś w podobnym, może bardziej emotikonowym guście. W końcu Alfred tak był zżyty z techniką, że kto wie. Może kiedyś za jego wypowiedziami faktycznie będą się pojawiać odpowiednie żółte buźki.
Straszna wizja.
- I cieszę się, że tak uważasz. Wiem, że jest genialny, bo jest mów, więc nie chciałem mówić oczywistości. – Machnął niedbale wolną ręką.
Drugą zacisnął na rączce walizki i spokojnie, szarpnięciem, wprawił ją w gwałtowny, zapewne bolesny dla plastiku ruch. Alfred nie zwrócił, naturalnie, na to większej uwagi.
Alfred był zbyt przyzwyczajony do Arthura, jego grymasów i zachowania, by brać do siebie jego oschły ton, cyniczny humor przepełniony przytykami i odrobinę gorzkiego, rozdrażnionego spojrzenia, które czasem od niego dostawał. Wszystko to spływało po Ameryce jak deszcz po kaczce. Dopiero odejście od tej normy wprawiało młodszą nację w pewnego rodzaju skonfundowanie.
- Jest koszmarne – podsumował. – I nikt go nie rozumie. Trochę jak twój angielski.
Uśmiechnął się czarująco.
- Naprawdę? Dasz radę? – Jego oczy błysnęły ostrzegawczo. Usta Ameryki odruchowo rozciągnęły się w szelmowskim uśmiechu. – Więc nie potrzebujesz odpoczynku, herbaty i posiłku? Bo w takim razie możemy zrobić z wolnym czasem coś innego!
Bez trudu podjął grę, wręcz wyglądał jak zadowolone dziecko, którego ofiara wpadła w rozstawioną pułapkę z kartonu. Ludzie robili to często, zazwyczaj próbując pokonać Alfreda wyższą formą ironii i złośliwości, na co Alfred z przyjemnością odpowiadał braniem ich słów na poważnie – nigdy nikt nie mógł być pewny, czy robi to serio czy nie, a sam Alfred doskonale się przy tym bawił.
Na zewnątrz przywitał ich ciężki zaduch, który owijał się wokół ludzi ciężką warstwą zadymionego, pachnącego benzyną powietrza. Alfred z gracją i wprawą lawirował wokół przechodni, prowadząc Arthura do jednego ze swoich samochodów.
- Tu-taj. Po prostu idź za mną, nie? Po tej części Stanów wolę jeździć takim smukłym i eleganckim, ale na zachodzie przesiądziemy się na pickupa.
avatar

Stany Zjednoczone

Liczba postów : 55
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Anglia on Pon Kwi 03, 2017 3:48 pm

-Czyli się bałeś, no popatrz. Martwisz się moim zdrowiem, kto by się spodziewał.
Arthur Kirkland nie odpuszczał, nie kiedy sytuacja była tak przewidywalna.
Przeszli przez parking wciąż wymijając ludzi. Inni wymijali ich, niekiedy ustępowali samochodom. Ogólnie wędrówka przypominała trochę grę w klasy, ale bez narysowanych dokładnie pól. Można też było porównać to do bardzo krzywego slalomu, a przechodniów do naprawdę pijanych narciarzy.
-Hm?… Alfredzie, ciągle mówisz oczywistości, więc nawet bym się nie zdziwił- odparł spokojnie. Ton jego głosu nie był przepełniony goryczą, jedynie skupiał się na przekazaniu informacji, jaka powinna do Ameryki dotrzeć. Arthur wiedział, że tak się stanie, ale to, czy zostanie to pokazane to już inna kwestia. Pomimo faktu, że od cynizmu czy dogryzek było mu trudno odejść, bo były to, niewątpliwie znaczące części angielskich wypowiedzi, tak kwestia taktyki była już kompletnie czymś innym. Do każdego, w końcu należy dotrzeć inną drogą, a że nie wymagało to większego wysiłku niż wypowiedzenie paru słów innym tonem, czy w innym brzmieniu to dlaczego miałoby nie być wykorzystane.
-Oczywiście, że dam, skąd w ogóle to zwątpienie? Odpocząć mogę już na miejscu- Uniósł Brew jakby faktycznie był odrobinę zdziwiony taką wątpliwością Amerykanina.
O to chodziło. Nie potrzebował odpoczynku czy jedzenia, chciał paść z przemęczenia w dalszej części podróży, aby nie szerzyć swojego rozdrażnienia na prawo i lewo, przed czym i tak już mocno się powstrzymywał w samym samolocie.
-Ale z herbaty chętnie skorzystam, skoro już proponujesz- Wyłapał z jego słów to, co chciał, skoro już zaczęli grać w tę grę nie zamierzał odpuszczać, przynajmniej w środku był mocno zacietrzewiony, na zewnątrz pozostawało niewzruszenie i odrobina krzywego uśmiechu, który, w ostateczności mógł zdradzić, zapewne i tak dobrze znane zamiary.
Znali się nie od dziś, znali się długo, znali się dobrze, nie było mowy o rozszyfrowywaniu takich prostych spraw, więc mogli się przekomarzać w nieskończoność, łapać za słówka jeden dzien dłużej i pogrywać jeszcze dwa dni po tej nieskończoności.
Zaraz znaleźli się przy samochodzie, a Arthur z przyzwyczajenia podszedł do lewych drzwi. Skoro miał jechać jako pasażer to nie było w tym nic zadziwiającego. Przynajmniej dla mieszkańców Wysp i jeszcze paru innych zakątków świata. Spojrzał na kierownice, nawet z lekkim zaskoczeniem, zrobił dziwnie niepodobną do siebie minę dziecięcego zdziwienia, zamrugał.
-Uważaj na walizkę przy wsadzaniu do samochodu, nie chcesz marnować wolnego czasu na szukanie nowej... - powiedział, aby nie dawać Ameryce momentu do czepiania się angielskich przyzwyczajeń, spojrzał gdzieś w bok wciąż, jakby dla niepoznaki. Nic zaskakującego. Parking, ludzie, więcej ludzi, budynki, odlatujące samoloty i niebieskie niebo. Przeszedł na drugą stronę pojazdu i wsiadł do niego, jak już tylko mógł.
- Powiedzmy, że jest smukły. Wciąż bardziej przypomina spory samochód, niż jeden z mniejszych, ale jak na Twoje standardy; faktycznie. Smukły i elegancki- Zafalował Brwiami, można powiedzieć, ze przyznał Alfredowi racje, ale i tak było to zagmatwanie subiektywne. Cóż, bycie bezpośrednim w przypadku Anglii, zazwyczaj nie wchodzi w grę.

_________________
'Sitting in an English garden waiting for the sun.
If the sun don't come, you get a tan from standing in the English rain'
avatar

Anglia

Liczba postów : 195
Skąd : Londyn
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Stany Zjednoczone on Czw Maj 11, 2017 5:49 am

Alfred roześmiał się tylko na słowa Arthura o oczywistości. Nie dbał o zdanie drugiej nacji. To nie były te czasy, w których faktycznie zależało mu na jego opinii. Stał się potęgą, a potęga z zasady wie lepiej. Czy coś. Arthur powinien go rozumieć, bo sam kiedyś był taki, ale najwyraźniej starość Anglii dawała się we znaki. To nic, myślał Ameryka. Łaskawie przymykał na to oko, a wręcz traktował podobne zachowania Anglii z rozczuleniem.
- No wiesz, starość nie radość i tak dalej. – Alfred bez ostrzeżenia klepnął Anglię z niemałą siłą w plecy.
Doszli w końcu do samochodu. Alfred otworzył go i na spokojnie zajął się umieszczaniem walizki w bagażniku – obok swojej pilotki, która już była przygotowana na podróż. Alfred należał do tych mało rozsądnych osób, które zdecydowanie zbyt dużo rzeczy kupowało w miejscu docelowym swojej podróży, bo wcześniej po prostu nie chciało mu się myśleć, co powinien zabrać.
- Ale to i tak na lotnisku – odparł spokojnie Ameryka i zerknął na Anglię idącego zdecydowanie po złej stronie samochodu. Alfred nie powstrzymał uśmiechu, który sam wepchał się na jego usta i na dodatek odbił w jasnych oczach. – No proszę, chyba nie zamierzasz prowadzić, co, staruszku? – spytał z rozbawieniem, ale nie kpiną. – Poza tym jeśli twoja walizka nie jest wytrzymała, to po co w ogóle bierzesz ją ze sobą do samolotu. Każdy wie, że nie ma gorszego przejścia dla bagażu… - Alfred trzasnął drzwiami bagażnika i ruszył na miejsce kierowcy.
Wnętrze samochodu pachniało cytrynowym odświeżaczem, delikatną nutą wody kolońskiej i rozlaną gdzieś kiedyś niechcący colą, której słodki, lepki zapach dopełniał całą tę mieszankę. Alfred zajął miejsce w fotelu i nieśpiesznie zapiął pasy. Mieli jeszcze trochę czasu w zapasie.
- Wiem, że to byś wolał swoje małe kurduple, ale jesteśmy u mnie. Tu czasami wysoki samochód jest lepszy od waszych malutkich fiat pand.
avatar

Stany Zjednoczone

Liczba postów : 55
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Anglia on Nie Maj 14, 2017 6:51 pm

Arthur nie potrzebował nikogo do przypominania mu o tym, co powinien, a już tym bardziej nie akceptował odmiennego zdania niż swojego w tej kwestii, więc rozmowa skonczyła się znacznie szybciej niż trwała. Kiedyś w końcu trzeba uciąć, skoro mogliby przerzucać się takimi mało prowadzącymi gdziekolwiek, jak źle ustawiony GPS naiwnego Niemca, dogryzkami.
Na tekst o prowadzeniu tylko spojrzał na Alfreda z mocniej zacisniętymi ustami, to była wystarczająco wymowna reakcja. Westchnął krótko.
- Jest wytrzymała, ale z Tobą nigdy nie wiadomo. Ciepniesz gdzieś…-chrząknął- ułożysz. Za mocno i koniec… śmierć. Zniszczenie.- zacytował spokojnie.
Niespecjalnie zauwazywszy w samochodzie czy bagazniku jakąś inną walizkę niż swoją zmarszczył odrobine Brwi, pomógł mu w tym geście zapach rozlanej coli kontrastujący z odświeżaczem do samochodu. Woda kolońska się do tego mało przyczyniła, bo była jedynym niedrażniącym zapachem, ale o tym może kiedy indziej. Nic nadzwyczajnego, a zarazem tak idiotyczna sprawa.
-Nie masz zadnego bagażu? -spojrzał na wsiadającego Alfreda bez nuty powątpiewania na twarzy, co było cholernie kontrastujące do pytającego tonu.
-Poza tym… nie mówie, że to źle. Jakby był mały nie byłoby miejsca na nogi.- odparł głosem niespecjalnie wyrażającym pochwałę, ale nogi rozprostował. W końcu.
Spojrzał w lusterka, jakby automatycznie podczas wyjeżdżania z miejsca parkingowego, ale nie odezwał się apropo prowadzenia. Zadko zdarzało mu się komentować jazdę dopóki ktoś nie był Francją, który prowadził… cóż, pijany kierowca na dziurawej polnej drodze w Polsce znający teren to przy Francisie spokojny niedzielny Wojciech. Poza tym, irytowanie kogoś, kto prowadzi nie było zbyt przyjemnie, sam Anglia dużo razy się o tym przekonał. Rodzinne sprawy, rodzinne rozmowy. Kto by nie dokuczał?

_________________
'Sitting in an English garden waiting for the sun.
If the sun don't come, you get a tan from standing in the English rain'
avatar

Anglia

Liczba postów : 195
Skąd : Londyn
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Stany Zjednoczone on Sro Maj 17, 2017 10:31 am

- Och, jak zawsze miło mi, że we mnie wierzysz. – Alfred posłał Arthurowi szeroki uśmiech, przyglądając się wyspiarskiej nacji spod zmrużonych czujnie powiek.
Nie wyglądał na obrażonego, raczej na osobę, która przyjmuje docinek z godnością i jest gotowy podjąć walkę. Co zresztą robił często, zwłaszcza jeśli chodziło o komunikację z Anglią, która zdawała się roić od podobnych małych, nic nie znaczących, nawet zabawnych spięć.
- Mam mieszkanie na zachodnim wybrzeżu – poinformował krótko Arthura. – Nie będzie więc problemu dla mnie, jeśli chodzi o dostęp do rzeczy.
Odpowiadając na wcześniejsze słowa Anglii, Ameryka już zajmował miejsce kierowcy, zapinając pasy. Posprawdzał odruchowo lusterka, po czym przekręcił kluczyk w stacyjne. Tak jak większość samochodów w Stanach Zjednoczonych, Alfred posiadał model z automatyczną skrzynią biegów. Nie musiał więc myśleć o ich zmianie podczas jazdy. Zamiast tego zaczął spokojnie i powoli wycofywać, wyjeżdżając na krętą uliczkę parkingu.
- Cieszę się, że przyznajesz mi rację. To znaczy, doceniasz zalety mojego stylu życia. W tym wypadku samochodu. – Alfred spojrzał na Arthura kątem oka i posłał mu lekki uśmiech. – To niezły początek. Niedługo zgodzisz się ze mną, że kawa jest lepsza od herbaty. Nie mogę się doczekać tego dnia.
avatar

Stany Zjednoczone

Liczba postów : 55
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Anglia on Czw Maj 18, 2017 4:50 pm

Zaśmiał się gorzko jakby chciał przez to powiedzieć „naiwny”, ale słowem się nie odezwał, słońce świeciło mu po oczach, a od tego w ostatnich latach się odzwyczaił. Założył okulary przeciwsłoneczne, które miał w podręcznej torbie z laptopem. Przygotowany na wszystko.
Nawet na deszcz.
Bo na deszcz trzeba być zawsze przygotowanym.
Tak… mentalnie. Czy coś.
-No i popatrz gdzie Cię doprowadziła moja wiara, sądzisz, że zasmakuje mi kawa.- odparł powoli rozluźniając się po samolotowym spięciu i siedzeniowych niewygodach… co prawda miewał w życiu gorsze, ale jak to mawiają, im bardziej przyzwyczaisz się do luksusu tym trudniej wrócić do spania na gołej ziemi.
- Za to nigdy nie zrozumiem jak możesz…- machnął nieznacznie ręką na automatyczną skrzynie biegów- prowadzić w taki sposób. Niby lepiej się skupiasz na drodze, a mniej myślisz o biegach, ale i tak… -nie chciał się rozwodzić, a i tak zaczął. Menda, maruda. Jak tu wytrzymać?
-Apropos przelotów to już wolałbym te parę dni pomęczyć się na autostradach i dojechać tam, gdzie mamy niż wsiadać w samolot. Poza tym to zawsze samo w sobie przeżycie…- wizja jazdy przez całe Stany była tak samo męcząca jak i satysfakcjonująca. Tyle miejsc, tyle krajobrazów; flora, fauna, numery rejestracyjne! Arthur chrząknął- Wiesz. Nie we wszystkim liczy się szybkość.-uniósł znacząco Brwi i spojrzał znad okularów przeciwsłonecznych, które jakby mogły to wpisałyby się w kanon mody sprzed 40 lat.
Kiedy wszystko Ci przeszkadza, a wszystko co lata jest złem. Znaczy, złem koniecznym, ale nie zmienia to faktu, że jakby się miało do wyboru coś oprócz PISu lub Platformy i byłoby to coś, na co chciałoby się w 100 procentach głosować… to chyba by się jednak zagłosowało na to coś.

_________________
'Sitting in an English garden waiting for the sun.
If the sun don't come, you get a tan from standing in the English rain'
avatar

Anglia

Liczba postów : 195
Skąd : Londyn
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Stany Zjednoczone on Czw Maj 18, 2017 9:43 pm

- Po prostu wierzę w ciebie, że wreszcie doszedłeś do zdrowych zmysłów. Okazuje się jednak, że nadal jest z tobą źle. – Alfred nie drgnął. Odpowiedział gładko i posłał Arthurowi jeden z tych perfekcyjnych, ale diabli prowokujących uśmiechów, który obnażał parę zadbanych, lśniących prostych zębów.
Bez większego trudu Alfred wymanewrował też samochodem z wąskiego korytarza osaczonego zajętymi miejscami parkingowymi. Wyjechał na zewnątrz wprost w objęcia rozległego Brooklynu, który jak zawsze prezentował się jak mieszanka tego co najlepsze i najgorsze w Stanach Zjednoczonych. Wjechali w ulicę prowadzącą przez rzędy ceglastych kamienic, przywodzących na myśl zniekształcone, angielskie domy. Minęli płaski sklep z chińskimi napisami na bielonej wapnem ścianie. Zakręcili przy Wendys, wjeżdżając w szerszą dwupasmówkę.
- Ale i tak, co? Przeszkadzają ci ułatwienia w codziennym życiu, co Arthie? – spytał retorycznie. – Nie martw się. Nadal wiem jak prowadzić ze skrzynią biegów. Tak przynajmniej mam wolne ręce. – Zastukał palcami o kierownicę.
Przestał skupiać się na Arthurze, spoglądając na drogę. Nie były to godziny szczytu, ale w Nowym Jorku nie było pory dnia, gdy na ulicach nie znajdowało się dużo samochodów. Nawet teraz w połowie pracujących godzin zewsząd nadjeżdżały samochody małe i duże, okazjonalnie przetykane charakterystycznymi, żółtymi taksówkami.
- Wybacz, ale mamy za mało czasu. Jak zawsze ledwie wycedziłeś trochę wolnego. Przejechanie Stanów wszerz i to na skos… To pięć dni, bez zwiedzania. Musisz się bardziej postarać następnym razem, jeśli chcesz takie przygody, Arthie. Ładne okulary. W jakim antykwariacie je wygrzebałeś? – Alfred roześmiał się lekko.
avatar

Stany Zjednoczone

Liczba postów : 55
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Anglia on Pią Maj 19, 2017 1:03 am

-Ale i tak to kwestia gustu, ja lubię coś robić jak jadę, bez tego można zasnąć- dokonczył spokojnie.
Nowy Jork zmieniał się codziennie, a zarazem wciąż pozostawał tym samym miastem. To tyczyło się wszystkich światowych i wielkich miejscowości, ale te amerykańskie miały to do siebie, ze przytłaczały wielkością zabudowań. Przynajmniej dla kogoś, kto znaczą większość swojego życia spędza w europejskich standardach.
-To i tak nie tak długo, pięć dni to jak krótki rejs… ale tak, nie ma czasu. Gdybam.- a Anglicy mają to do siebie, ze gdybanie jest jak najbardziej w porządku zwłaszcza w strukturach gramatycznych.
Skupił się na drodze, co było okropnym przyzwyczajeniem. Najcześciej to on był osobą prowadzącą, ale prawda, dobrze by było na powrót mieć szofera. Spoglądał na tętniące, mimo upału życiem miasto. Mimo szarości wielkich budynków promienie słońca dostawały się na tyle, aby oświetlić szyby wielkich biurowców. Słuchał Alfreda jednych uchem, więc wyłapał tylko cos o okularach i antykwariacie, ale to wystarczyło, aby odpowiedzieć. Spojrzał ponownie na Amerykę przesuwajac okulary przeciwsłoneczne na czoło. Słońce w koncu chowało się trochę za zabudowaną cześcią miasta, zwłaszcza na najniższym poziomie, czyli tym, którym byli.(Nie licząc parkingow i piwnic!)
-Znalazłem na strychu, wiesz. My, starzy ludzie mamy takie warte uwagi wyróżniające się rzeczy z minionych wieków.- odparł znacząco aczkolwiek niespecjalnie wrednym tonem- Na codzien mi raczej niepotrzebne, nie mieszkam w Stanie Waszyngton, aby ubierać okulary przeciwsłoneczne w pochmurne dni.

_________________
'Sitting in an English garden waiting for the sun.
If the sun don't come, you get a tan from standing in the English rain'
avatar

Anglia

Liczba postów : 195
Skąd : Londyn
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Chwila wytchnienia, urlopowe USA.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach