Keywords

Latest topics
» Nieobecności
Sob Cze 17, 2017 3:14 pm by Białoruś

» Skojarzenia
Czw Cze 15, 2017 10:32 pm by Dania

» Reakcje
Czw Cze 15, 2017 10:30 pm by Dania

» Parowanie
Pon Cze 12, 2017 8:59 pm by Argentyna

» Niekończąca się opowieść
Nie Cze 04, 2017 8:16 pm by Czarnogóra

» Otwórz książkę...
Nie Cze 04, 2017 8:13 pm by Czarnogóra

» Muzycznie
Nie Maj 21, 2017 6:36 pm by Korea Północna

» Banowanie
Nie Maj 21, 2017 6:35 pm by Korea Północna

» Rozwiń skrót
Sob Maj 20, 2017 12:19 am by Anglia

wymiana
Font

Paryż, stolica szczęścia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Austria on Czw Mar 16, 2017 10:45 am

Oto Demony odeszły ze świata, by wrócić kolejnej zimy. Oto Świat budzi się do życia...
Rod z utęsknieniem obserwował ulice miast już pozbawione białego puchu, z chwili na chwilę coraz cieplejsze. Z drobną nostalgią schował nauszniki i szalik do szafy, a płaszcz zimowy oddał do czyszczenia, by później również zamknąć go w ciemnej garderobie i omijać następnymi miesiącami. Jego ulubiona pora roku dobiegła końca. Czuł się z tego powodu jakiś taki niepełny, jakby już tęsknił.
A może by tak odejść wraz z zimą..?
Myśl ta nie pojawiła się po raz pierwszy, już parokrotnie się z nią stykał. Tym razem jednak trzeźwo pokręcił głową. Szukaliby go.
Nie od razu, nie codziennie mam nacje wokół. Tydzień... może dwa...
Dzieciom zbliżała się wiosenna przerwa. Może i on winien sobie taką przerwę uczynić?


Tak właśnie znalazł się poza granicami swojego kraju. Wybór nie był prosty, chciał trafić do kraju raczej bogatego, ale nie gorącego, nie lubił ciepła. Kompletnie nie chciał trafić do Niemiec. Rozważał Skandynawię, ale Francja była bardziej kusząca. Bywał w Paryżu, kojarzył mu się z kilkoma wydarzeniami w jego własnej historii. Może to też czas, by spojrzeć w oczy demonów przeszłości.
Porzucił nazbyt elegancki strój, nie chciał przyciągać spojrzeć przechodniów. Ot, liliowa koszula i proste, czarne spodnie, do tego narzucony biały trencz. Przed zbytecznym słońcem chronił go czarny kapelusz. Rod sam siedział na ławeczce w Ogrodach Elizejskich i szkicował je, dokładniej placyk z fontanną. Pozbawił go jednak ludzi kręcących się wokół, na szkicu nie było nikogo. Czasem musiał dłuższą chwilę czekać, nim dojrzał znów dany fragment i mógł go spróbować odtworzyć na papierze. Nie zawsze szło mu dobrze, wiele razy poprawiał.
Nikomu nie powiedział, gdzie wyjechał. Jedynie jego bracia oraz kanclerz wiedzieli, że Rod wyjechał w ogóle. Nie spodziewał się telefonu z zapytaniem, gdzie jest, ale byłoby to z pewnościa miłe...
avatar

Austria

Liczba postów : 26
Skąd : Wien
Join date : 28/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Francja on Sob Mar 18, 2017 1:24 pm

Wiosna w Paryżu jeszcze nie zaczęła się na dobre. Miasto nadal pozostawało szarobure. Nie zmieniało to faktu, że nadal było na swój sposób urokliwe. Niezbyt różnorodna paleta barw nie powstrzymywała turystów przed przybyciem na ulice. Być może liczyli na mniejszy tłok? Cóż, na niewiele się to zdało, bo Paryż zawsze był przepełniony ludźmi. Była to rzecz niezwykle irytująca, gdy człowiek próbował na chwilę odpocząć od innych. Francja kilkukrotnie rozważał stałe zamieszkanie poza granicami swojej stolicy, ale jak się okazywało po krótkim czasie, było to rzeczą zupełnie niemożliwą z uwagi na jego obowiązki. Lecz nawet jeśli by ich nie było, długo by nie wytrzymał. Paryż przyciągał nie tylko turystów.
Na szczęście nie był to jeden z tych dni, gdy przeklinał tłumy przewalające się chodnikiem, ani nie ciskał nerwowo w klakson swojego auta, denerwując nie tylko siebie, ale i innych. Dzisiejszy dzień, był dniem spokojnym, nie wymagającym od niego niczego innego poza byciem. Wszystkie obowiązki odeszły na dalszy plan, zwalone prawdopodobnie na głowę innej osoby albo czekające na odpowiedni czas.
Taki właśnie dzień był idealny na dłuższy spacer. Zostawiwszy telefon w mieszkaniu (kto chciałby, by mu przerywać jakimiś głupotami?), François wybył na ulicę. Nie miał sprecyzowanych planów, dał się ponieść swoim nogom, które zaprowadziły go do Ogrodów Elizejskich. Cóż… krajobraz w tym momencie nie powalał, ale miał jedną zasadniczą zaletę – wokół nie było zbyt wielu ludzi. Oczywiście jacyś zawsze się kręcili, lecz do rozpoczęcia pełnego sezonu jeszcze trochę brakowało, a temperatury nie przekraczające 15 stopni Celsjusza zdecydowanie nie nakłaniały do długiego siedzenia na ziemi, więc i piknikowców było mniej.
Przechadzając się właśnie spokojnym krokiem, ku własnemu zdziwieniu, gdzieś w tłumie ujrzał znajomą twarz. Z początku nie był pewien, czy oczy nie płatają mu figla. Charakterystyczny kosmyk, pieprzyk niedaleko ust oraz okulary. Nie mogło być mowy o kim innym, ale nie mógł uwierzyć, że Roderich właśnie siedzi pośrodku ogrodu i nic wcześniej mu o tym nie powiedział! Z pewnością z chęcią odebrałby Austriaka z lotniska czy dworca (darmowe wolne!) i oprowadził po Paryżu, pokazując lepsze miejsca do szlifowania artystycznego kunsztu. Poczuł się w jakiś sposób dotknięty tym, że nic nie wiedział.
Wykorzystując fakt, że tamten był skupiony na przenoszeniu rzeczywistości na papier, zaszedł go od tyłu. Nie zamierzał go straszyć w żaden dziecinny sposób, ale odrobina niespodzianki nigdy nikomu nie zaszkodziła. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, by Austria go usłyszał, odezwał się nieco rozbawionym tonem.
- Och mój drogi, a gdzie się podziali wszyscy ludzie? – odniósł się do tego, że na papierze znajdował się tylko surowy krajobraz.

_________________
avatar

Francja

Liczba postów : 8
Join date : 14/01/2017


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Austria on Sob Mar 18, 2017 5:29 pm

Ten głos...
Rod chciałby nawet ukryć swoją tożsamość, ale doskonale wiedział, że nienaturalnie purpurowe oczy nie były częstym zjawiskiem, a soczewek nie zakładał. Po prostu uznał, że nie potrzebuje, miał jakąś cichą nadzieję na uniknięcie konfrontacji z jaśnie gospodarzem. Cóż, nie udało się!
Słowa były skierowane z pewnością do niego, choć w gwarze rozmów wokół zdawały się nieco niknąć. Na szczęście Francis nie postanowił się nad nim nachylać, co by go faktycznie wystraszyć i zniszczyć mu tym samym szkic. Rod spojrzał na niego spokojnie, jakby się go spodziewał, starał się tak wyglądać. Zaskoczenie udało mu się całkiem nieźle zamaskować.
- Czasem warto skupić się na pięknie krajobrazu, a nie społeczeństwa. Dzień dobry, panie Bonnefoy.
Odłożył na chwilę ołówek automatyczny,by wyciągnąć ku niemu dłoń na powitanie. Francis nie był kobietą, więc Rod nie czuł się w obowiązku, by wstać.

_________________
avatar

Austria

Liczba postów : 26
Skąd : Wien
Join date : 28/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Francja on Nie Mar 19, 2017 6:41 pm

Trudno było ukryć, że François kobietą nie był. Dłuższe włosy mogły w dawnych wiekach kogoś zmylić, lecz w chwili obecnej daleko było mu na wyglądania na zniewieściałego chłoptasia. Nie miał ani szerszych bioder, ani wcięcia w talii. Miast tego los obdarował go wydatnym zarostem, który dzisiaj jak zawsze wyglądał nienagannie, oraz garbatym nosem, jakiego z pewnością nie chciała mieć żadna z pań. Ramiona może nie należały do najbardziej umięśnionych, ale też trudno byłoby powiedzieć o nich damskie, gdy zobaczyło się jak gęsto są owłosione.
Tak. Nie był kobietą, ale mimo wszystko kultura wymagałaby wstania, gdy podaje się komuś rękę. Nie byli z Austrią w końcu w jakiś zażyłych stosunkach, mających odcień koleżeństwa albo przyjaźni. Roderich nie był też człowiekiem źle wychowanym, tym bardziej nie spodziewał się po nim takiego zachowania. Nie przypominał sobie także, by ich stosunki w ostatnim czasie zostały w znacznym stopniu pogorszone tak, by nie odczuć odrobiny kultury wobec drugiego człowieka i nie wstać, gdy podaje się mu rękę.
Być może – tak myślał sobie François – Roderich poczuł się w jakimś stopniu od niego lepszy. Wszakże odłożenie na chwilę przyborów do rysunku nie było rzeczą niemożliwą do wykonania. Wiatr nie wiał tak porywiście, by nagle wszystko porwać, a ławka nie była mokra, skoro ktoś już się na niej usadowił. Nie spodobał mu się ten gest, ale był człowiekiem cierpliwym i kulturalnym. Uniósł jedynie lekko brwi do góry, by pokazać swoją dezaprobatę, lecz nie każdy mógł bez problemu odczytać ten gest. Uścisnął pewnie austriacką dłoń, choć nie za mocno, jak to mieli w zwyczaju niektórzy, próbując pokazać w ten sposób swoją wyższość nad rozmówcą.
- Miło cię widzieć, choć nie spodziewałbym się ciebie tutaj spotkać o tej porze dnia w tej porze roku, która raczej średnio sprzyja artystycznym wizjom. Powinieneś przyjechać za kilka tygodni, gdy wszystko zacznie kwitnąć. Obecnie, jak sam zresztą widzisz, nie ma tu za wiele do pokazania – przerwał na chwilę, by uśmiechnąć się lekko – poza ludźmi, których tak usilnie próbujesz zignorować, mój drogi.
Przysiadł się obok nie czując żadnego skrępowania. Skoro już przeszli przez rytuał powitania się, a Roderich go nie wygonił, nie było w tym nic złego.
- Och tak, warto się skupiać na pięknie krajobrazu, ale, widzisz, miasto to nie są góry, łąka czy śliczna chatka na wsi, które istnieją same w sobie i obecność ludzka nie jest im w żadnym wypadku potrzebna. Miasto to żyjący organizm, który bez człowieka po prostu umiera. Chyba że twoim zamiarem było rysowanie takie niezbyt urokliwego truchła, wtedy zwracam honor.
Usiadł wygodniej, zakładając nogę na nogę. Wprawdzie słońce nie świeciło jeszcze tak mocno, ale żałował, że nie zabrał z domu okularów.

_________________
avatar

Francja

Liczba postów : 8
Join date : 14/01/2017


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Austria on Pon Mar 20, 2017 6:09 am

Czy wypadało, to raczej kwestia sporna. Może gdyby Francis był osobą starszą lub wyżej postawioną, to i tak. Może gdyby byli kilka wieków temu. A może po prostu Rod jest już zbyt leniwy albo zaczął zapominać o tych drobnostkach, od kiedy zdjęto u niego podział na kasty przed prawie stu laty.
Na razie nie podjął rysunku, skupił się znowu na Bonnefoyu, analizując w spokoju jego twarz i dając mu się wypowiedzieć. Zdrowa cera, drobny zarost, błyszczące oczęta. Francis naprawdę o siebie dbał. Gdyby nie broda, Rod mógłby go podejrzewać o stosowanie sztuczek makijażowych, ale w przypadku zarostu to było niemalże niewykonalne. Właśnie dlatego też Rod nigdy zarostu nie nosił, nie dałby rady się przypudrować. A raczej nikt nie chciałby go ogladać z podkrążonymi oczyma i zaczynającymi się zmarszczami, co właśnie tuszował.
- To nie jest truchło, Panie Bonnefoy. - odparł, kiedy blondyn skończył mówić, na chwilę przenosząc oczy na ludzi wokół - To sen. Intrygująca cisza w miejscu znanym z gwaru, czy ze spontaniczności. Tak jak pusty plac po udanym koncercie, czy las, przez który dopiero co przeszła burza. Świat jest rozespany, w żadnym stopniu martwy. - wrócił do niego oczyma już w trakcie tych słów - Choć i śmierć potrafi być piękna.
Tak, Rod był na jej punkcie lekko zafiksowany. Stan agonalny, czy tuż po opuszczeniu ducha na swój sposób go fascynował od wieków, jednak też Rod starał się to ukrywać. Nie chciał, by ludzie go odepchnęli jeszcze bardziej.
- A ja nie spodziewałem się, że w tak tłumnym mieście jednak na siebie trafimy. To widać jednak przeznaczenie... - przez jego buźkę przemknęło rozbawienie. Był jednak ciekawy odpowiedzi blondyna.

_________________
avatar

Austria

Liczba postów : 26
Skąd : Wien
Join date : 28/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Francja on Sro Mar 22, 2017 5:52 am

Nienaganny wygląd mógł oznaczać wiele – chociażby szacunek dla samego siebie. Poświęcenie kilku godzin na sen było podstawą, o której nikt nie mógł zapominać, przynajmniej w mniemaniu Francji. Od snu się wszystko zaczynało. Potem były drobnostki w postaci ubioru, fryzury czy paznokci, które można było nadrobić w każdym momencie, ale bez zadbania o odpoczynek człowiek wyglądał nędznie i nie dało się tego idealnie ukryć pod żadną maską makijażu, która wszakże w pewien sposób była widoczna dla wprawnego oka i uwydatniała wszystko.
Jak można było powierzyć ważne zadania, zaufać doszczętnie, złożyć swój los w ręce osoby, która nie umie zadbać o samego siebie? Jeśli nie potrafisz wygospodarować czasu na sen, jak chcesz zarządzać państwem? Zmęczenie będzie jedynie się nakładać, aż w końcu osiągnie ciężar krytyczny i nastąpi błąd. Być może lekki, być może taki, którego nigdy świat ci nie wybaczy. Pojedyncze epizody, gdy nie dajesz sobie rady, mogą być łatwo zapomniane i nie powinno się ich wstydzić. Każdemu zdarzało się upaść. Permanentny brak szacunku był już niewybaczalny.
Ogrody Elizejskie nawet w marcowy dzień były gwarnym miejscem, więc nie do końca rozumiał, jak ktoś może w tym widzieć ciszę. Rzecz jasna było tu spokojniej niż przy głównych ulicach, ale tak można było powiedzieć o każdej porze dnia i roku, może poza jakimiś ważniejszymi wydarzeniami, które miały tutaj miejsce.
- Och… - zaczął powoli, próbując ułożyć na spokojnie słowa w głowie. – Nie wydaje mi się, by to miejsce w jakikolwiek spało. Paryż nigdy nie śpi. Powiedziałby nawet, że właśnie wstaje ze snu, choć to jest już lekkie hiperbolizowanie, bo prawie zawsze jest tu dość żywo. Za to, jak już wspominałem, pozbawiając go ludzi, pozbawiasz go najważniejszych organów, komórka po komórce zabijasz, bez jakiejś większej elegancji, nie pozostawiając żadnego śladu. Masowy mord. – Spojrzał na niego przez chwilę z tajemniczym uśmiechem, który mógł oznaczać wiele, w zależności od tego, jak kto chciał go interpretować. – Nie wiem, co pięknego może być w śmierci, jeśli nie mówimy tylko o tej metaforycznej. Ta fizyczna w żadnym stopniu nie należy do przyjemnych – zarówno w walorach wizualnych jak i odczuciowych, jeśli tylko komuś uda się umrzeć i jeszcze żyć.
Przeznaczenie. Przeznaczenie było dobrą wymówką, do zapoznania się z piękną kobietą, ale Francja przestał w nie wierzyć już dawno, gdy jego własne losy zmieniały się jak w kolorowym kalejdoskopie. Było rzeczą infantylną, typową raczej dla nastoletnich romantyków niż dla ludzi stąpających po ziemi od tysiąca lat.
- Powiedziałbym raczej, że magnetyzm związany z byciem niezbyt statystycznym człowiekiem.
Nie raz w historii zdarzyło mu się czuć dziwny puls, który kazał podążyć w danym kierunku. Tym razem nie był on wielce silny z uwagi na czasy i fakt, że z Roderichem znali się od dawna, ale w przeszłości takie rzeczy potrafiły wytrącić go od zdrowych zmysłów i kazać błądzić w poszukiwaniu innych osób takich jak on.

_________________
avatar

Francja

Liczba postów : 8
Join date : 14/01/2017


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Austria on Nie Mar 26, 2017 1:31 pm

Rod uważał inaczej, noc go fascynowała. Była cudowna, aby pod jej płaszczem wędrować, kłaniać się księżycowi i tańczyć w chwili, gdy zegar wybijał północ. Nie rozumiał osób, które mogły w nocy od-tak po prostu spać i marnować to wspaniałe zjawisko. A ukrywanie późniejszych śladów takiej zabawy opanował już bardzo dobrze, stąd też jeśli Francis naprawdę zauważał jego prawdziwy stan, musiał mu się długo przyglądać.
Dla Austrii też nie do końca pojętym było stwierdzenie, iż "zawsze tu ktoś jest". Austriackie miasta pogrążają się w ciszy ulicznej, nawet Wiedeń jest o 3 w nocy niemalże wymarły, podczas gdy życie toczy się dalej w klubach i domach, nie na ulicach. To takie kwestie bezpieczeństwa. Wszak wszelkie mordy, jakie zdarzały się w tym mieście, odbywały się właśnie w nocy i zazwyczaj w ciemnych zaułkach. Ale to może przemilczmy...
- Jeśli Paryż nigdy nie śpi, jak może właśnie wstawać ze snu, Panie Bonnefoy? - pozwolił sobie złapać go za słówko, zerkając na niego na chwilę z rozbawieniem - Proszę nie mieć mi aż tak za złe tego uśpienia, jeśli mógłbym się uprzeć przy tym słowie. Ćwiczę rys architektury, rysując tu wszędzie osoby straciłbym o wiele więcej czasu, niż bym sobie życzył. Poza tym, jak mniemam, to raczej kwestia gustu, czy ktoś preferuje wizję ludną, czy też pozbawioną ludzi. A to jednak wciąż mój rysunek, zgodzi się Pan?
Szkic, który został schowany też, choć był niedokończony.Rod jednak wolał nie podejmować rysunku podczas rozmowy, Francis nie był żadnym z jego bliskich przyjaciół, by Rod mógł sobie na to pozwolić.
- Tak jak opinia o zakończeniu egzystencji jest raczej uzależniona od gustu. Jeśli nie dostrzega Pan jej uroku, pozwolę sobie spekulować, iż bliżej Panu do Słońca, niż do Księżyca. A tego nie mam zamiaru w żaden sposób zmieniać.
Tak naprawdę nie spodziewał się, że Francis pojmie jego romantyczne postrzeganie społeczeństwa, ale pozwolił sobie użyć tej metafory, jako że bardzo często w ten sposób analizował ludzi. Dopiero później wchodził na płaszczyznę poważniejszej psychologii.Francis był sangwinikiem lub sangwini-flegmatykiem. Możliwe, że miał w sobie domieszkę melancholika, ale aktualnie Rod jej nie dostrzegał. Francis ponadto uwielbiał towarzystwo ludzi, bał się, jakby zniknęli, stąd łatwo wysnuć, że bliżej mu do ekstrawertyka, niż introwertyka. Dla Austrii pozostawało wciąż zagadką, czy jego rozmówca zatrzymuje w sobie wszystkie troski i wyrzuca je w samotności, czy też za bardzo troskami się nie przejmuje. Ciemnowłosy przychylał się jednak do tej pierwszej hipotezy.
- Niezbyt statycznym, Panie Boonefoy? Jeśli to wciąż się udziela, może miałby Pan ochotę pokazać mi, gdzież w Pana stolicy można dostać najlepszą kawę? To dobra pora na nią.

_________________
avatar

Austria

Liczba postów : 26
Skąd : Wien
Join date : 28/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Francja on Wto Mar 28, 2017 1:01 am

Spojrzał w oczy Rodericha z pewnym rozczarowaniem. W tle gdzieś czaiła się pobłażliwość. Widać sen dawno nie zagościł na twarzy Austriaka, skoro ten nie do końca kontaktował. Nie wydawał się być rozproszony innymi rzeczami, które właśnie działy się dookoła, więc to była jedyna opcja.
- Gdybyś mnie uważniej słuchał – zaczął spokojnie, nadal uprzejmym tonem, nie złościł się z powodu takich błahostek – zauważyłbyś, że odnoszę się do twojej wypowiedzi odnośnie ewentualnego snu, który to niby miał objąć to miejsce, a sam nigdy takiej teorii nie popierałem, co zresztą udało mi się chyba podkreślić parokrotnie? – zadał pytanie. Pytanie retoryczne, bo odpowiedź na nie doskonale znał.
Zmienił swój obiekt zainteresowania z austriackiej twarzy na kobietę, która właśnie popychała niedaleko nich wózek z dzieckiem. Rzecz całkiem zwyczajna, ale mimo to wywoływała w Françoisie niezwykle przyjemne uczucie. Dobrze było być świadomym, że doprowadziło się świat do takiego momentu, gdy kobieta (albo mężczyzna, wszak nic nie stało na przeszkodzie!) może zająć się spokojnie swoim potomkiem, cieszyć się życiem w parku. Oczywiście zawsze znalazły się wyjątki od reguły, ale nie dało się osiągnąć stanu idealnego. Utopia była piękną ideą, ale zawsze oznaczała jakieś poświęcenie – wolność, życie innych lub cokolwiek innego. Czasami lepiej było przyjąć nieco gorszą rzeczywistość.
Architektura. Rzecz w miarę prosta, dobra na początek. Ona nie uciekała z kadru, nie męczyła się, nie zmieniała się w przeciągu kilku minut, więc bez problemu można było wrócić do niej na następny dzień, miesiąc, rok… Czasami i wieki, jeśli miało się szczęście.
- Och, tak. Twój rysunek, możesz z nim robić, co ci się żywnie podoba, a ja mam tę niezwykłą możliwość wyrażenia swojej opinii na jego temat. Takie przywileje życia w miarę w wolnym świecie.
Założył nogę na nogę, zmieniając lekko pozycję. Siedzenie w jednej w zbyt długim czasie powodowało nieprzyjemne skutki.
- Faktycznie śmierć może mieć swój urok, jeśli nie doświadcza jej się zbyt często. Piękna, romantyczna wizja, nieprawdaż? Umrzeć za swój kraj, za swoich ludzi. Wszystko to jednak tylko pięknie brzmi. Na szczęście ludzie umierają raz, więc nie muszą doświadczać tej nieprzyjemności wielokrotnie. Po pewnym razie jednak to wszystko traci swój urok. Niepotrzebna śmierć młodych ludzi… starszych też… jest najgorszą rzeczą, jaką może spotkać społeczeństwo, bo pokazuje, jak bardzo nie jesteśmy gotowi na to, by cieszyć się tym wszystkim, czym los nas obdarował. Najgorzej jednak, gdy śmierć spotyka kogoś z rąk innej osoby albo co gorsza własnych. Brak szacunku do siebie i innych, którzy tak wiele poświęcili byśmy my mogli stąpać po ziemi…
Zrobił krótką przerwę, jego mina na chwilę zmieniła się z dobrotliwego uśmiechu na nieco poważniejszą.
- Przepraszam, chyba straciłem głowę dla tego tematu…
Odkaszlnął spoglądając gdzieś w bok. Drobna aluzja z pewnością zostanie doceniona przez rozumnego rozmówcę.
- Tak bardzo niestatystycznym, że aż w ogóle. To zależy, co kto uważa za dobrą kawę, bo spotkałem się z różnymi opiniami.

_________________
avatar

Francja

Liczba postów : 8
Join date : 14/01/2017


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Austria on Sro Mar 29, 2017 3:53 pm

Rod, rozproszony? A w życiu, był skoncentrowany na swoim rozmówcy, słuchał uważnie. I całkiem nieźle się bawił.
- Słucham Pana uważnie, Panie Bonnefoy. Droczę się tylko. - delikatny uśmiech zagościł na jego buźce - Jestem świadom Pańskiego stanowiska, co do intencji mogę jedynie przypuszczać, iż są pozytywne lub chociaż neutralne. Nie przeszkadza mi to jednak czasem łapać Pana za słówka. Myślę, że gdzieś w zakamarkach pamięci wciąż Pan ma, iż to uwielbiam.
Uf, wytłumaczył się. I pozwolił mu wypowiedzieć się w kwestii śmierci, a z pogodnego wyrazu jego lico miarowo przeszło w wyraz czujności, też jakiegoś wyrozumienia.
- Proszę o wybaczenie, jeśli przywołałem nieprzyjemne wspomnienie. - skinął głową na znak zakończenia tematu - Może zaś chciałby Pan rozwinąć nieco swoich wspomnień dotyczących krytycyzmu artystycznego? Czy to tylko jednorazowa opinia wobec jakiegoś szkicu?
Próba powrotu na przyjemniejszy ton była też z jego strony próbą podratowania konwersacji. Miał nadzieję, że Francis to zauważy. Nawet jeśli w temacie kawy raczej apatycznie podszedł do oferty. Całkiem jakby nie chciał z nim nigdzie iść.
- Cóż, za dobrą kawę uznaję takąż wystarczająco mocną i gorzką, choć nie aż tak, jak preferują Skandynawowie. Pozwolę sobie jednak zdać się na Pański gust.
Poza tym kawiarnie mają różne oferty, na pewno mają wiele opcji...

_________________
avatar

Austria

Liczba postów : 26
Skąd : Wien
Join date : 28/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Francja on Pon Kwi 10, 2017 10:34 pm

- Łapiesz za słówka? – zapytał z lekkim rozbawieniem w głosie, choć wcale nie było mu do śmiechu. Dobrze ukrywał swoje emocje i intencje przez lata, więc trudnym było usłyszeć tą fałszywą nutę.
W postawie Rodericha, w odczuciu francuskim, nie było nic z droczenia się, bo to można było załatwić na o wiele bardziej wysublimowane sposoby, nie przeistaczające istoty jego słów i nie robiące z Françoisa kobiety o wiecznie zmiennych poglądach, która mówi raz tak, a za innym razem zupełnie inaczej. Nie miał ochoty na dalsze sprzeczanie się w tej kwestii, więc po prostu ustąpił pola. Nie będzie dalej polemizował w tym kierunku, gdy nie widział sensu swoich starań.
Nieprzyjemne wspomnienia wymagały czegoś więcej niż tylko czyiś nieostrożnych słów. Przede wszystkim potrzebowały nieuwagi samego ich posiadacza, który rozkojarzony czymś zanadto pozwalał im wypływać na powierzchnię, a nie siedzieć w ukryciu, gdzie było ich miejsce. Pamięć o śmierci była ważnym elementem francuskiej natury, dlatego nie powiedziałby, że w jakikolwiek sposób były one nieprzydatne. Sam zresztą wyciągnął ten temat, który mógł przecież pogrzebać albo przedstawić w zupełnie inny sposób, nie odwołując się do własnych przeżyć, co zresztą zrobił jedynie lekko je naruszając. Zawsze mógł posunąć się dalej, ale nie miał ku temu ochoty. Rodrich nie należał osób, którym zwierzałby się beztrosko ze swoich najgorszych przeżyć, nawet w stanie nietrzeźwości.
- Moje wspomnienia dotyczące krytycyzmu są dość obszerne, jeśli zdążyłeś już zauważyć przez te wszystkie lata.
François pchał się ze swoim zdaniem wszędzie, gdzie tylko mógł, wkładając nos tam, gdzie nie powinien, często głosząc opinie niezbyt pochlebne dla wielu twórców. Dotyczyły one wszystkich gałęzi sztuki, nawet tak powszednich jak moda. Cóż jednak mógł zrobić? W końcu uwielbiał piękne rzeczy, rzeczy z historią, z sensem czy z czymkolwiek innym, a dzielenie się swoją opinią pozwalało udoskonalać kunszt artyście. Może używał zbyt mocnych słów, ale nie potrafił inaczej.
- Cóż… to dość niskie wymagania i niezbyt precyzyjne, więc w sumie mógłbym przy nich polecić cokolwiek. Nawet zwykłe sieciówki z pewnością mają coś „mocnego i gorzkiego”, jeśli się o to poprosi obsługę.
Spojrzał niezbyt dyskretnie na zegarek. O tej godzinie raczej już w małych kawiarniach nie można było dostać kawy z mlekiem, więc zostawało praktycznie samo espresso. Może to i dobrze…

_________________
avatar

Francja

Liczba postów : 8
Join date : 14/01/2017


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Austria on Nie Kwi 16, 2017 4:40 pm

Tutaj dał się nabrać, bo to rozbawienie w głosie uznał za lekką kpinę. Odpowiedział mu jednak sam tylko delikatnym, dość ironicznym uśmieszkiem. Niestety, Roderichowi nie zależało na tym, aby Francisa utrzymać przy sobie, ale też nie starał się go zniechęcić. Francis sobie pójdzie, jeśli uzna, że ma dosyć.
- To raczej nie jest grzechem. - dodał tylko, by wyciszyć i tę kwestię. Oczywiście, jeśli Francis będzie chciał to podjąć, zrobi to. Zawsze w dyskusji Rod starał się nie stawiać zbyt wielu granic, aby jej po prostu nie zabić. Choć śmierć uwielbiał. Hehe...
Przykrych wspomnień nie chciał słuchać. Jedynie przeprosił za poprzedni temat, ale zwierzenia akurat prawdopodobnie by mu uciął stanowczo, zwyczajnie nie chcąc ich słyszeć. To było życie Francji. Jego zmartwieni, jego cienie, które w mniemaniu Rod'richa stanowiły najgłębszą strefę intymną każdego człowieka jak i kraju. Źle się czuł, jeśli pozornie obca mu osoba mówiła mu o swoich słabościach. A Francis był mu bardziej obcy, niż wskazywał na to czas, od którego się widywali.
Wspomnienia zaś dotyczące roli krytyka były zgoła inną, przyjemniejszą strefą.
- Może więc zechciałby Pan coś o nich opowiedzieć? jako krytyk artystyczny z całą pewnością miał Pan co ciekawsze dzieła, które przyszło Panu ocenić. - spróbował go jakoś zachęcić do rozmowy, kiedy podniósł się. Przeszedł na formę oficjalną znowu w sposób niemalże automatyczny, to był taki jego rodzaj mechanizmu obronnego.
I cóż to za kawiarnia, która przestaje oferować różne rodzaje kawy w późniejszych godzinach? Kultura wymaga, aby po południu już nie zamawiać kawy z mlekiem, ale czy kawiarnie przez to nagle tracą cały zapas mleka przez to~?
- Właśnie dlatego zaznaczyłem, iż zdaję się na Pański gust, mając nadzieję, iż nie zaoferuje mi Pan jakości z "sieciówek", która jest po prostu niska. Jest różnica zwłaszcza w tym, jakie ziarna są sprowadzane do kawiarni i kiedy były zbierane. W lokalach komercyjnych to są najczęściej tańsze zbiory. - westchnął cicho, zerkając w niebo - Do wieczora sporo czasu. Schwarz Kaffee teraz będzie najlepsza, za wcześnie na wzmacnianie jej likierem i za późno na osłabianie mlekiem.
Spojrzenia na zegarek nie komentował, jeśli Francis potrzebuje iść, Rod go nie będzie zatrzymywał.

_________________
avatar

Austria

Liczba postów : 26
Skąd : Wien
Join date : 28/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Paryż, stolica szczęścia

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach