Keywords

Latest topics
» Nieobecności
Sob Cze 17, 2017 3:14 pm by Białoruś

» Skojarzenia
Czw Cze 15, 2017 10:32 pm by Dania

» Reakcje
Czw Cze 15, 2017 10:30 pm by Dania

» Parowanie
Pon Cze 12, 2017 8:59 pm by Argentyna

» Niekończąca się opowieść
Nie Cze 04, 2017 8:16 pm by Czarnogóra

» Otwórz książkę...
Nie Cze 04, 2017 8:13 pm by Czarnogóra

» Muzycznie
Nie Maj 21, 2017 6:36 pm by Korea Północna

» Banowanie
Nie Maj 21, 2017 6:35 pm by Korea Północna

» Rozwiń skrót
Sob Maj 20, 2017 12:19 am by Anglia

wymiana
Font

En union y libertad.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

En union y libertad.

Pisanie by Argentyna on Sob Sty 28, 2017 4:41 pm

Czym jest Argentyna? Ciastem, które jeszcze nie stało się plackiem, czymś po prostu niedokształtowanym, czy też protestem przeciwko mechanizacji ducha, niechętnym, niedbałym gestem człowieka, który oddala od siebie zbyt automatyczną akumulację – inteligencję zbyt inteligentną, piękność zbyt piękną, moralność zbyt moralną?

Autor: Witold Gombrowicz, Dzienniki



Republika Argentyny





Imię:Miguel
Nazwisko:Hernandez


Wygląd:

Argentina is white.
Większość Argentyńczyków – stety czy niestety – jest święcie przekonana o swoim europejskim pochodzeniu i do dnia dzisiejszego nie mają zielonego pojęcia, dlaczego znaleźli się na innym kontynencie.
Miguel jest uosobieniem niewielkiej enklawy wyobrażeń obywateli tego południowoamerykańskiego państwa, jak również ucieleśnieniem stereotypu krążącego pośród jego sąsiadów. Jednocześnie jest też żywym dowodem tego, że pierwsze wrażenie może być bardzo mylące.
Dość przystojny, wysoki, o całkiem przyjemnym dla oka uśmiechu – często ponosi konsekwencje swojego dynamicznego stylu bycia. Przewraca się, brudzi, zdziera kolana czy zaczepia o coś ubraniami, by nieszczęśliwie je rozerwać. Przez to może wyglądać dość niechlujnie, co niekoniecznie jest wynikiem nieumiejętności dbania o siebie, a zwykłego przypadku. Jego strój daleko odbiega od stylizacji z paryskich żurnali, ponieważ ekspresywność charakteru znacznie determinuje garderobę. Zwykle wybiera odzież wygodną – niekrępującą i jednocześnie – niemarkową. Wszystko przez kiepską zasobność portfela, który dla Argentyńczyka istnieje bardziej z zasady, niźli potrzeby.
Jest ciemnym blondynem. Jasne pasma – dziedzictwo kulturowe imigracji – zaczesuje krótko z tyłu głowy, najdłuższe zaś zostawiając tuż przy samej twarzy. Twarda linia żuchwy oraz kanciasty podbródek sprawiają, że pomimo młodego wieku wygląda na dojrzałego mężczyznę. Jego jasnobrązowe oczy czasami wydają się podejrzanie złote, kiedy refleksy promieni słonecznych odbijają się w tęczówkach pod odpowiednim kątem. A karnacja Miguela jest odpowiednio ciemna dla osób, które większość swojego życia spędziły w klimacie zwrotnikowym.
Pod materiałem luźnych koszulek kryje się bardzo dobrze zbudowane ciało. Szerokie, ładnie zarysowane barki, silne ramiona i postawny tors są efektem życia praktycznie w ciągłej aktywności fizycznej. Istotnie – Argentyńczyk jest niesamowicie ruchliwą osobą, która nigdy nie stroniła od ćwiczeń. Ponadto bardziej preferuje pracę wymagającą krzepy, niźli inteligencji i błyskotliwości.
Ale o tym za chwilę.



W moim pojęciu Argentyńczycy są to ludzie bardzo skomplikowani psychicznie, trudni, nawet zagadkowi, zdolni do wielu bardzo dziwnych i nieoczekiwanych rzeczy, subtelni, często wyrafinowani, wypełnieni kompleksami, wzbogaceni niezwykłym skrzyżowaniem ras i kultur.

Autor: Witold Gombrowicz, Wędrówki po Argentynie



Charakter:

W Argentynie można znaleźć wszystko.
Są tu zarówno światowe metropolie, jaką jest chociażby tętniące życiem Buenos Aires, a także peryferyjne, patagońskie odludzia. W granicach kraju rozciągają się systemy rzeczne zaliczane do największych na świecie, znajdują się najokazalsze wodospady i łańcuch górski należący do najwyższych. Ósme pod względem powierzchni państwo ma bogatą w rozmaite formy życia, długą linię brzegową, połacie lasów tropikalnych, pustynie pocięte kanionami, bezlik górskich jezior, bezkresne obszary z formacją trawiastą oraz pomrukujące lodowce.
Jakkolwiek dla chłonącego piękno natury obieżyświata, Argentyna będzie się krajem pełnym niezwykłości, tak spotkanie z jego przedstawicielem można określić jako 'interesujące doświadczenie społeczne'. Z czego pierwsze słowo jest rozległą pulą do interpretacji, która zawiera w sobie zarówno odczucia pozytywne, jak i kulturalne określenie czegoś, z czym nie chcielibyśmy w przyszłości zetknąć się po raz drugi.
Zasada numer jeden: Miguel jest problematyczny. Jego sposób postrzegania świata, a i przez to zachowanie, jest warunkowane przez skrajną formę optymizmu oraz niebywałą pogodę ducha. Niestety – te na ogół pozytywne cechy charakteru – w tym przypadku ściśle mieszają się z natręctwem czy choleryzmem. Uśmiechnięty, rozentuzjazmowany Argentyńczyk nierzadko przy obcowaniu z drugim człowiekiem sprawia wrażenie nieco nadpobudliwego i przy tym - mało okrzesanego. Zdecydowanie brakuje mu taktu zarówno w czynach, jak i słowach. Zazwyczaj wpierw powie, a dopiero potem – choć nie zawsze – pomyśli. Jest właścicielem niewyparzonego języka, który – bywało – że nastręczał mu nie lada problemów. Przeważnie nie panuje nad tym, co dokładnie mówi. To zaś inicjuje szereg zdarzeń - poczynając od kłótni, w których podejrzanie chętnie bierze udział, a na wielu przykrościach kończąc. Tym torem idąc – jest też całkiem szczery, kompletnie nie potrafi kłamać oraz nie wstydzi się opowiadać o swoich uczuciach.
Warto zauważyć, że Argentyńczycy mają bardzo zaburzoną percepcje przestrzeni osobistej. Swoich rozmówców chętnie obdarzają spontanicznym dotykiem – kładą dłonie na ramionach, klepią po plecach, obejmują za barki czy łapią za ręce. Ponadto kwestia pocałunków w Argentynie to rzecz publiczna i niewstydliwa. Cmoknięciami obdarza się nie tylko przyjaciół, ale również robi się to w geście powitania osoby obcej. Jest to kompletnie naturalne pomiędzy paniami w urzędzie czy policjantami na służbie.
Jeśli tylko zrozumieć tę społeczną tendencję – może nawet idzie wybaczyć Miguelowi jego poufałość. Jednakże zwykle rodzi to niechęć wśród obcokrajowców i uważa się to za dziwne czy nawet nieprzyjemne.
Argentyńczyk jest typem agresora. W historii bardzo często to właśnie on był inicjatorem wielu militarnych sporów z sąsiadami. Patrząc na – nie oszukujmy się – nieco nieudolny sposób prowadzenia polityki zagranicznej, można odnieść wrażenie, że najlepszy sposób na załatwienie sprawy to metoda kija. Płytkie zaplecze cierpliwości i raczej kiepska umiejętność panowania nad emocjami sprawiają, że Miguel bardzo szybko się wzburza, denerwuje, irytuje, a co najgorsze: chętnie dzieli się tym z innymi. Czasami można czytać z niego jak z otwartej książki, ponieważ jest niesamowicie szczery w swoich uczuciach. Widać, kiedy jest smutny, chętnie okazuje radość, zdziwienie, zmartwienie oraz złość.
Przy tym bardzo łatwo go czymś zainteresować. Miguel posiada tendencję do szybkiego i intensywnego fascynowania się nowymi rzeczami. Wystarczy tylko przedstawić mu coś w dość barwny, podkoloryzowany sposób, a można spodziewać się całej masy pytań. Przy tym pewne fakty prawdopodobnie dość szybko uciekną mu z głowy, ale nie przeszkadza mu to w słuchaniu i męczeniu tematu narzuconego przez rozmówcę. Lecz niestety – jakkolwiek wykazuje zaintrygowanie, tak ciężko spodziewać się po nim błyskotliwości. Argentyńczyk nie jest osobą specjalnie rozgarniętą czy wyedukowaną i określenie go 'wioskowym głupkiem' będzie frazą zadziwiająco pasującą. To typowy prostak  – nieskomplikowany, bez polotu i trochę ignorancki.
Miguel bardzo źle znosi samotność. Jako osoba skrajnie ekstrawertyczna – uwielbia towarzystwo innych ludzi. Potrzebuje partnerów do rozmowy, do picia mate, wina, do kłótni, wspólnego oglądania meczu piłki nożnej czy gotowania. Pozostawiony samemu sobie zachowuje się trochę jak pies bez swojego właściciela.
Dalej używając wspomnianego wyżej porównania – Argentyńczyk potrafi przywiązać się tak samo szybko, co mocno. Z natury jest niezwykle ufny, co czasami obraca się przeciwko niemu. Obiecując gwiazdki z nieba można łatwo i szybko wykorzystać jego naiwność. Z pewnością zadziała to raz. Możliwie, ze i drugi. Za trzecim jednak będzie już dwulicowy i naturalnie zwęszy podstęp.
Miguel posiada stosunkowo niewielu przyjaciół i wynika to z popełnienia wielu błędów w prowadzeniu niektórych relacji. Niestety – posiada bardzo specyficzny sposób myślenia, który niekoniecznie jest rozumiany gdzieś poza nim samym. Jednakże kiedy się do kogoś zbliży, okazuje bardzo autentyczne ciepło, troskę oraz opiekuńczość. Trzeba przyznać, że we wszystko angażuje się całym sercem, którego nie można mu odmówić. To osoba, która prostacko ucieszy się jedynie na sam widok kogoś bliskiego, a w przypadku nieszczęścia bywa, że staje za kimś murem.
Należąc do sporej rodziny Latynosów, Miguel posiada charakterystyczne dla nich cechy usposobienia. Przede wszystkim jest bardzo głośny i rozgadany. Często nie panuje nad swoim tonem, dużo krzyczy, trzaska drzwiami, tłucze garami, klaszcze, żywo gestykuluje i uderza dłońmi o blaty mebli. Zdaje się też, że niezbyt zna się na zegarku. Umawiając się z nim na piętnastą, prawdopodobnie trzydzieści minut później otrzyma się od niego wiadomość, że właśnie wyszedł z domu. Na miejsce zaś trafi około godziny szesnastej czterdzieści z powodu korków na trasie.
Ponadto kompletnie nie potrafi prowadzić auta – co wcale nie oznacza, że nie lubi tego robić. I właśnie ten fakt sprawia, że Miguel ma niezwykły talent do nawracania ludzi, ponieważ jego samobójczy styl jazdy sprawia, że każdy podświadomie zaczyna odmawiać modlitwy. Ciężko oszacować, ile aut w swoim życiu skasował, ile poobijał, a w ilu zdarł klocki hamulcowe przez niezdjęcie ręcznego.
Uwielbia też jazdę konną. Gaucho z argentyńskiej pampy nazywani są często kowbojami południa. Ich koczowniczy styl życia oraz praca przy wypasaniu stad bydła, koncentruje się na wyśmienitej umiejętności jeździectwa. Patrząc na Miguela czasami żałuje się, że po ulicach Buenos Aires wypada poruszać się na czterech kołach, a nie czterech nogach.
Tango jest uważane w Argentynie nie tylko za taniec narodowy – ale, przede wszystkim, za swoisty styl bycia. Płynące w muzyce pary można spotkać nie tylko w lokalach z parkietem, lecz także na ulicach miast. Tańczy się wszędzie. Tańczy się tak samo amatorsko, co profesjonalnie. To sposób na spędzenie zarówno wolnego czasu, jak i swoista forma kultywowania tradycji. Przynajmniej tango wychodzi Miguelowi świetnie.
Jest biedny. Ma talent do bankrutowania, ponieważ Argentyna zrobiła to całe dziesięć razy w ciągu swojej kilkusetletniej historii i jakoś nadal to państwo trzyma się na mapie. Dlatego Latynos kompletnie nie potrafi utrzymać grosza przy duszy, jak i nie potrafi też go solidnie zarabiać. Bywa skrajnie leniwy, a gdy już się czegoś podejmie – robi częste oraz długie przerwy. Ponadto 'jutro' to najbardziej zapracowany dzień w jego harmonogramie.
Do Miguela trzeba podchodzić z dość dużym zapasem cierpliwości, by móc znieść jego ekspresywność, gadatliwość oraz głośny styl bycia. Niestety, posiada on zdecydowanie więcej wad niż zalet, przez co nie każdy będzie w stanie go polubić. Jednakże Argentyńczyk potrafi polubić każdego, zwłaszcza, jeśli da mu się szczerą szansę.


Relacje:

Anglia
Ich znajomość zaczęła się za czasów francusko-hiszpańskiej koalicji antybrytyjskiej, kiedy Argentyna była jeszcze zamorską kolonią. Wówczas to angielska flota rozpoczęła odwet na swoich europejskich wrogach, atakując rejony cieśniny La Plata. Santiago de Liniers wraz ze wspomagającymi siłami z Montevideo, zdołał obronić zaatakowane Buenos Aires. To było pierwsze i jedyne zwycięstwo Argentyny nad siłami Wielkiej Brytanii, która po sprzymierzeniu się – z kolei – z Hiszpanią po rozpoczęciu wojen napoleońskich – postanowiła drugi raz nie najeżdżać tych rejonów.
Przewroty lokalne i międzynarodowe na początku dziewiętnastego wieku, postępująca militaryzacja mieszkańców Buenos Aires oraz fundusze płynące ze strony Anglii przyczyniły się do wybuchu rewolucji majowej, a w efekcie zagorzenia wojny o niepodległość Argentyny. Po kongresie w Tucuman i przyjęcia Deklaracji Niepodległości – zawiązano traktat o przyjaźni pomiędzy Argentyną i Wielką Brytanią.
I tak rozpoczęła się ta dziwna znajomość, która dla Miguela była całkiem szczera, choć można doszukiwać się w niej zwyczajnej interesowności ze strony europejskiego kolegi.
Anglia inwestowała w kulturę, oświatę, budowała koleje. Przekazywała fundusze na przedsiębiorstwa, zakładała mniejsze i większe firmy, nakręcała gospodarkę. Z czasem coraz więcej mieszkańców Wysp przeprowadzało się do Argentyny, a gdy było już ich dostatecznie dużo – na terenie tego młodego, dopiero rozwijającego się państwa powstawały całe angielskie powiaty. Co więcej - przybysze byli traktowani bardzo dobrze. Ludzie integrowali się w specjalnych tzw. klubach wzajemnego porozumienia pomiędzy Argentyną i Anglią.
W 1912 sklep Harrods założył oddział w Buenos Aires – warto podkreślić – że to jedyna filia tego sklepu poza Londynem.
Anglkom żyło się na terenie Argentyny do tego stopnia dobrze, że postanowili dać państwu prezent. Społeczność ufundowała wieżę – Torre de los Igleses (Wieża Anglików – po wojnie o Falklandy zmieniono nazwę na Torre Monumental). Zaprojektowana przez brytyjskiego architekta z części sprowadzonych z Wysp – odzwierciedla symbol Londynu – Big Bena.
Gdyby nie konflikt o Falklandy/Malwiny, możliwe, że Miguel nadal miałby przyjaciela – i prawdopodobnie z wzajemnością.
Od 1976 roku w Argentynie nie działo się dobrze. Kryzys gospodarczy, rządy junty wojskowej oraz idee polityczne sprawiły, że w 1982 roku rozpoczęto inwazję na Falklandy. Po 73 dniach wojny, podczas której Anglia niejednokrotnie próbowała załagodzić spór dyplomatycznie, siły Leopolda Galtierego zostały ostatecznie pokonane. Po zakończeniu konfliktu próbowano naprawić stosunki, ale od 2000 roku stawały się one coraz bardziej napięte. Do tego stopnia, że statki brytyjskie potrzebują pozwolenia, by wpływać na terytorialne wody Argentyny. Blokowano lotnictwo w Chile, by zmniejszyć wpływy Anglii na kontynencie. Ludność przeprowadzała ataki na ambasadę Wielkiej Brytanii w Buenos Aires. Ponadto ciągłe referenda, roszczenia, kłótnie, konferencje i wiele innych. Argentyna – niewątpliwie – posiada jakąś urojoną obsesję w temacie Falkland.
Gdyby zapytać Miguela o jego relacje z Arthurem – prawdopodobnie obrzuci go wówczas błotem, litanią wymyślnych wyzwisk i oskarży o wszystko, co najgorsze. Jednakże w głębi duszy wciąż czuje z nim mocną nić porozumienia i – nie mówiąc tego głośno – naprawdę go lubi. Gdyby miał taką okazję, chętnie napiłby się z nim piwa, porozmawiał jak za starych, dobrych czasów, wypalił papierosa oraz zagrał w karty. Jednakże obecna sytuacja polityczna i dziwna obsesja w kwestii Malwin wciąż są dostateczną przeszkodą, by jakkolwiek naprawić ich relację.

Stany Zjednoczone
USA jako jedno z pierwszych państw uznało niepodległość Argentyny po kongresie w Tucuman. Ich relacja jednak rozpoczęła się dość formalnie, bowiem polegała ona na mniejszej lub większej wymianie handlowej pomiędzy tymi dwoma krajami. Choć stosunki chwilowo pogorszyły się w okresie II Wojny Światowej z racji poparcia przez Argentynę nazistowskich Niemiec, to jednak wpływy Osi nie były na tyle duże, by utrzymywać to państwo żelazną ręką. Z tego tytułu – przez Wielką Brytanię – Argentyna eksportowała wiele towarów dla wojsk alianckich. W czasie wojny Stany dążyły do utworzenia koalicji antyhitlerowskiej na terenie Ameryki Południowej, co przyczyniło się do ogłoszenia przez Argentynę pozornej neutralności do końca konfliktu. Pozornej – bo po wojnie po cichu przyjmowali na swoje tereny niemieckich zbiegów z Europy. To wylało nieznaczny – cóż – kwas.
To jednak nie przeszkodziło w udzieleniu pomocy militarnej Argentynie, która w drugiej połowie XX wieku zmagała się z krwawymi rządami wojskowej junty. Amerykański Departament Stanu uznał sytuację w Buenos Aires za przedmurza antykomunizmu w Ameryce Południowej. Ten fakt nieco zacieśnił ich stosunki – choć na krótko – bowiem USA poparł Anglię w wojnie o Falklandy. To znacznie zszargało opinię publiczną i stało się powodem niechęci Argentyńczyków wobec Amerykanów.
Miguel miał spore długi wobec Alfreda i – wierzcie lub nie – faktycznie zbierał pieniądze, lokując je w jednym z amerykańskich banków. Pierwotnie miały być przeznaczone na spłatę bieżących zaległości. Jednakże USA zażądał wpierw zajęcia się starszymi należnościami i z tego tytułu zamroził pieniądze na koncie. Argentyna w lipcu 2013 oficjalnie ogłosiła bankructwo.

Chile
Historia ich znajomości sięga praktycznie początków, bowiem zarówno Chile, jak i Argentyna należały do ogółu hiszpańskich kolonii w Ameryce Południowej – nazwanymi Wicekrólestwem Peru. Choć później Argentyna odłączyła się i stała się członkiem Wicekrólestwa La Platy, to stosunki z Chile nie uległy pogorszeniu.
Oba państwa były bliskimi partnerami w wojnie o niepodległość. Kiedy wojska chilijskiego dowódcy Bernardo O'Higginsa poniosły klęskę pod Racagua, argentyński generał Jose de San Martin przybył z odsieczą. Pokonali wówczas Hiszpan i uznali niezależność Chile.
Od tamtego momentu obie nacje wspierały się w wielu militarnych przedsięwzięciach. Jednocząc się, pokonały swojego kolonizatora na terenie Peru. Pomimo odnoszonych zwycięstw, jeszcze przez długie lata na tych terenach ostatecznie nie zapanował spokój. Już na początku XIX wieku siły Chile i Argentyny zawiązały sojusz wobec konfederacji Boliwii i Peru. W tamtym okresie kraje te  zajmowały dość sporą powierzchnię kontynentu, co rodziło obawy południowych sąsiadów. Postanowiono przeprowadzić inwazję, która ostatecznie zakończyła się sukcesem.
Zdawałoby się, że formalne odłączenie się kolonii od Hiszpanii ostatecznie zakończy spory pomiędzy kontynentem południowoamerykańskim, a europejskim kolonizatorem. Nic bardziej mylnego. Już w drugiej połowie XIX wieku Hiszpania postanowiła wziąć odwet i spróbować na nowo umocnić swoje wpływy za oceanem. Działania te skłoniły do podpisania sojuszu Boliwii, Ekwadoru, Peru i Chile, by skutecznie zamknąć drogę hiszpańskiej flocie. Tylko Argentyna odmówiła udzielenia wsparcia, postanawiając zacieśniać stosunki z Europą i wysyłać węgiel na Półwysep Iberyjski.
Choć po tych wydarzeniach Peru i Boliwia podpisały tajny traktat sojuszniczy z Chile, to i tak poproszono Argentynę o pomoc w wojnie na Pacyfiku. Formalnie rząd zgodził się dołączyć i udzielić wsparcia finansowego wojsku, acz w praktyce wymyślili sobie odroczenie traktatu do momentu, gdy Chile nie będzie miało już szansy go podpisać. W konsekwencji Argentyna pozostała neutralna do końca wojny, a w 1881 ustalono formalną granicę pomiędzy tymi dwoma krajami. To ostatnie stało się powodem pierwszych, poważnych, dyplomatycznych sporów. Na terenach górskich ciężko wytyczyć sprawiedliwie równą granicę i naprawdę można długo się rozwodzić na temat kłótni o pojedyncze szczyty czy jeziora. Przez to do dzisiaj – w zależności na czyjej ziemi się stanie – wiele obiektów geograficznych nosi, chociażby, inną nazwę. Warto nadmienić, że to Anglia ostatecznie wytyczyła granicę i załagodziła jątrzącą się waśń.
Na początku XX wieku Argentyna i Chile postanowili się – jako tako – pogodzić. Efektem było podpisanie paktu w Mayo, który zakładał rozwiązanie sporów terytorialnych, jakie doprowadziły pod koniec jeszcze XIX do wyścigu zbrojeń. Argentyna miała nie zagrozić chilijskiemu wybrzeżu, natomiast Chile obiecało odpuścić tereny na wschód od Andów.
Co z tego – skoro potem miała miejsce walka pomiędzy kilkudziesięcioma członkami argentyńskiej żandarmerii i chilijskimi carabineros, która w zupełności wystarczyła, by relacja na linii tych dwóch państw znów stała się bardzo napięta.
1960 rok przyniósł kolejne kłopoty. Argentyna stwierdziła, że kilka wysp w sąsiedztwie kanału Beagle … należą im się, co zrodziło konflikt, który praktycznie przeradzał się w otwartą wojnę. Oba państwa trzymały swoje wojska w gotowości i gdyby nie mediacje Papieża, prawdopodobnie – ostatecznie – doszłoby do wybuchu zaciekłych walk zbrojnych. Podpisano więc traktat w Montevideo o pokojowe rozwiązanie sprawy i powrót do sytuacji militarnej sprzed 1977.
W sprawie Falkland Chile poparło – zgodnie z przewidywaniami – Wielką Brytanię, co było jak najbardziej zrozumiałe, skoro Argentyna, przewidując zwycięstwo nad Anglią, planowała kolejną inwazję na Beagle.
Pomimo, że dzisiaj relacje reguluje formalny akt o przyjaźni, ciężko powiedzieć, co dokładnie Miguel czuje do swojego zachodniego sąsiada. Z pewnością jest to jakaś wyraźna nić sentymentu, prawdopodobnie jakiejś połowicznie stłumionej przez lata sympatii, ale przy tym  - jednocześnie – iskrzy się w nim swego rodzaju próżność oraz zachłanność. Jego złość nie jest raczej z gatunku zawiści – to zirytowanie na swoje porażki w prowadzeniu polityki czy działań wojennych i podejmowanie, nie ukrywając, raczej niekorzystnych dlań wyborów. Traktuje Chile trochę jak swój nigdy nieosiągnięty cel, a jednocześnie z lekkim uśmiechem wspomina ich przyjaźń z początków niepodległości. To mieszanka emocji, którą ciężko ukonkretyzować.

Urugwaj
Początkowo oba państwa były częścią Wicekrólestwa La Platy. Pojmanie hiszpańskiego króla i zastąpienie go francuskim władcą podczas wojen napoleońskich, odbiło się echem w całym południowoamerykańskim imperium kolonialnym. Brak zaufania do nowego monarchy sprawił, że Javier de Elio stworzył nowy rząd w Montevideo. Martin de Alzaga – sojusznik w Buenos Aires – próbował zrobić to samo, aczkolwiek próba szybko zakończyła się niepowodzeniem. Dopiero w momencie znacznego pogorszenia się sytuacji w Europie i zagorzenia ruchów niepodległościowych  po argentyńskiej części La Platy, udało się stworzyć juntę (choć już z udziałem innych osób). W tym samym czasie Montevideo stało się stolicą Wicekrólestwa i tymczasową ostoją rojalistów.
Argentyna i Urugwaj zacieśniły całkiem silną więź współpracy gospodarczej, politycznej oraz kulturowej. Stanęli również po tej samej stronie barykady podczas Wojny Trójprzymierza. I do roku aż 2003 oba państwa miały przyjazne, bardzo pozytywne stosunki.
Niestety – w roku 2003 ogłoszono budowę fabryki celulozy na granicy Urugwaju i Argentyny, co poróżniło w pewnych aspektach obie nacje. Do dnia dzisiejszego nie potrafią się dogadać w sprawie własności tego obiektu.
Jednakże Miguel lubi swojego sąsiada. Naprawdę go lubi, pomimo sporu, którego prowadzą od ostatniego dziesięciolecia. Ich relacja jest jedną z niewielu pozytywnych i Argentyńczyk naprawdę oraz szczerze ją docenia.

Paragwaj
mówiąc o relacji z Paragwajem, natychmiastowo w oczy rzuca się jeden temat: Wojna Trójprzymierza, która jest uznana za najbardziej krwawy konflikt kontynentu południowoamerykańskiego. Nie bez powodu, bowiem pochłonęła ponad 90% męskiej populacji tego niewielkiego państwa, pozostawiając je w biedzie, kryzysie gospodarczym i praktycznie bez siły roboczej.
Argentyna stanęła po tej drugiej stronie barykady, sprzymierzając się z Brazylią oraz Urugwajem. Oczywiście Paragwaj nie miał zbyt wielkich szans na wygranie tego konfliktu – a po klęsce i zakończeniu militarnego sporu, tak bardzo pogrążył się w nędzy, że do dzisiaj nie potrafi się do końca dostatecznie pozbierać.
Podobno Argentyna daje mu jakieś zasiłki na spółkę z Brazylią, aczkolwiek ciężko to sobie wyobrazić, skoro sam regularnie bankrutuje.
Miguel ma mieszane uczucia. Raczej nie pała do niego jakąś szczególną sympatią, ale też nie byłoby mu dobrze, gdyby Paragwajczyka nagle miało zabraknąć.

Brazylia
Znajomość ta rozpoczęła się w momencie, gdy kolonizator portugalski zmierzył się z hiszpańskim, rozpoczynając szereg sporów o granice i terytoria. Małe intro przed tym, co miało nastąpić później – w okresie ruchów niepodległościowych w Południowej Ameryce.
Wojna. Rok 1825 -  Argentyna zainteresowana zgarnięciem większej ilości ziem, chętnie poparła powstanie na zaanektowanym przez Brazylię Banda Oriental. Zagroziło to wówczas trajektorii handlowej Wielkiej Brytanii, która we współpracy z Francją zaczęła prowadzić mediacje. Spór zakończył się podpisaniem traktatu w Montevideo i – przy okazji – uznaniem niepodległości Urugwaju.
Jednakże to był tylko początek, a dokument wcale nie zasiał pokoju na granicy Brazylii i Argentyny. Chwilę potem mamy Platynową Wojnę, a zaraz po nim kolejny spór z 1870 roku, a następnie szereg pomniejszych batalii, które nie ustawały aż do początków dwudziestego wieku. Nie potrafili się jakoś dogadać.
W ogóle.
To, że stanęli obok siebie w Wojnie Trójprzymierza w ogóle nie wpłynęło na ich relacje.
Od początku aż do końca dwudziestego wieku, jeśli nie łączyła ich dyplomatyczna wrogość, to otwarta agresja z udziałem karabinów i bomb. Dopiero po roku 1985, kiedy rządy w Brazylii objął Jose Sarney i za cel wziął sobie poprawę stosunków z sąsiadami – nawiązał się bardziej pozytywny dialog z Argentyną. Na spotkaniu z prezydentem Alfonsin podjęto szereg inicjatyw politycznych oraz gospodarczych, które nieco zbliżyły oba kraje do siebie.
Tu rozpoczęła się silna integracja oraz partnerstwo. Handel, współpraca militarna, wymiana dóbr – ogółem, kto by pomyślał, że po tak słabym początku ich relacja stanie się na tyle pozytywna, że na dzień dzisiejszy oba kraje działają praktycznie ramię w ramię?
Miguel uważa Brazylię za... przyjaciela. Ma mu sporo do zarzucenia, choć nie stara się być zbytnio pamiętliwy, skoro ich relacja jest dzisiaj bardzo pozytywna. Gdyby nastąpił kiedyś kolejny, przewrotny moment w ich życiu, Hernandez prawdopodobnie obrzuciłby Brazylię całą, nagromadzoną przez lata zawiścią. Jednakże póki są dla siebie mili, a ich rządy prężnie współpracują, nie widzi ku temu powodów. Więc siedzi cicho, uśmiecha się i zaprasza sąsiada na butelkę wina oraz mate.



Ciekawostki:

  • Miguel płakał ze wzruszenia w swoim życiu trzy razy: kiedy uzyskał niepodległość, podczas przemówienia Evity Peron do strajkujących robotników i kiedy Milagros ze ''Zbuntowanego Anioła'' ostatecznie zeszła się z Ivo.

avatar

Argentyna

Liczba postów : 23
Skąd : Buenos Aires
Join date : 28/01/2017


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: En union y libertad.

Pisanie by Chorwacja on Sob Sty 28, 2017 7:39 pm



Akcept c//:

Chorwacja

Liczba postów : 89
Join date : 18/04/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach