Keywords

Latest topics
» Nieobecności
Sob Cze 17, 2017 3:14 pm by Białoruś

» Skojarzenia
Czw Cze 15, 2017 10:32 pm by Dania

» Reakcje
Czw Cze 15, 2017 10:30 pm by Dania

» Parowanie
Pon Cze 12, 2017 8:59 pm by Argentyna

» Niekończąca się opowieść
Nie Cze 04, 2017 8:16 pm by Czarnogóra

» Otwórz książkę...
Nie Cze 04, 2017 8:13 pm by Czarnogóra

» Muzycznie
Nie Maj 21, 2017 6:36 pm by Korea Północna

» Banowanie
Nie Maj 21, 2017 6:35 pm by Korea Północna

» Rozwiń skrót
Sob Maj 20, 2017 12:19 am by Anglia

wymiana
Font

Best Korea!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Best Korea!

Pisanie by Korea Północna on Sro Lis 30, 2016 11:29 pm

Korea Północna





Imię: Hyesoo
Nazwisko: Im

Charakter:
Korea, always sunny, always party. Mniej więcej taki obraz jej życia wyłania się z północnokoreańskich mediów. A jak jest? Właściwie nikt nie wie. Koreę Północną określa się mianem najbardziej odizolowanego państwa na świecie i to skutkuje między innymi tym, że o Hyesoo wiadomo niewiele. A ona jest zbyt zamknięta w sobie, żeby rozpowiadać wszem i wobec o wszystkim, co się u niej dzieje. Zwłaszcza, gdy źle się dzieje. Z historii nauczyła się między innymi tego, że lepiej dusić niektóre rzeczy w sobie niż pozwalać innym widzieć, jak angstuje. Bo chwalić się, co to dobrego się u niej nie wymyśliło albo jak to u niej jest lepiej niż wszędzie indziej, potrafi. Ba, nawet zażarcie broni tej pozycji. Okazjonalnie nawet rzuci jakąś dłuższą przemową z tej okazji, bo przeważnie jednak wierzy w wyższość lakonicznych stwierdzeń.
I bardzo pilnuje, żeby żadna niepropagandowa informacja nie wydostała się na zewnątrz. Ogólnie wobec obcych jest nieufna. Bo przecież jeśli powie coś nie tak, to ktoś to może potem wykorzystać przeciwko niej. A gdy powie komuś za dużo, to ta osoba jeszcze połączy wszystko w całość i jeszcze ktoś dowie się, że u niej nie ma krainy powszechnej szczęśliwości. Nie do końca dotarły do niej informacje, że i tak wszyscy wiedzą. Utrzymuje zatem, że jest dobrze, a rzekomi uciekinierzy to tak naprawdę sprawka Południa. Zapiera się nawet w sytuacji, w której pokaże jej się dowody. Czasem jednak właśnie z powodu kiepskich warunków włącza jej się tryb roszczeniowy. No bo ona jest Koreanką z Północy, i widzisz drogi rozmówco, jak ona ma źle, masz jej pomóc. Plus, może i jest najbardziej odizolowanym krajem świata i lepiej czuje się w roli obserwatora. Nie cierpi jednak, gdy przez dłuższy czas nikt o niej nie mówi i z atencyjności straszy świat atomówkami. (Choć sama uważa, że ta wojna z Ameryką mogłaby już się odbyć, bo ile można słuchać o przygotowaniach do niej.)
Zaciska zatem zęby i poświęca się pracy. Nawet nie trzeba jej namawiać, żeby wykonała dodatkową robotę, bo często i tak zrobi sama z siebie. Może i jest pod koniec dnia zmęczona, ale przecież za kolonizacji i wojny było gorzej. A w wolnych chwilach poświęca czas rozmyślaniu, jak to kiedyś było lepiej i jak to kiedyś będzie lepiej. I niezbyt rozumie Yonga, który porzucił to uczucie melancholii na rzecz powszechnej- i najwyraźniej zupełnie szczerzej- radości.
Z reguły słucha się tych, których ma nad sobą. Z reguły oczywiście, bo Japonii, mimo chwilowego zwierzchnictwa nad jej i Południa terenami, nienawidziła. Ale dynastii Kimów słucha się bardzo i darzy ich wielkim szacunkiem. I tylko czasem frustracja ją bierze, że mimo komunizmu im się wiedzie tak dobrze, a reszcie nie. Ale się stara. Robi na własną skalę interesy, jakoś tam powoli się rozwija i legenda głosi, że ma już w domu peerelowskie meblościanki i nowszy, chiński telewizor. Kombinuje zresztą ile wlezie w życiu codziennym- wiele rzeczy ma z czarnego rynku albo kupowane po taniości w Chinach. Gdyby MacGyver nie był amerykański (i gdyby miała o nim większe pojęcie), to na pewno by się nim inspirowała.
Pragmatyczna do bólu. Nic się nie może zmarnować, wszystko i wszyscy muszą się do czegoś przydawać. Dawanie typowych kurzołapów też nie leży w jej guście. Dlatego, podobnie jak Yong, na parapetówę może przynieść papier toaletowy czy środki czystości.
Jednak pomimo wszelkiego posłuszeństwa i o ile naprawdę potrafi być spokojna, może nawet miła, o tyle charakterek też z niej wyłazi. Nie ma większych oporów przed rozstawianiem po kątach czy złośliwościami. Kiedy trzeba będzie komuś nawrzucać (może tylko nie przełożonym), to nawrzuca. W porywach nawet uderzy, jak mocniej się zdenerwuje albo sytuacja będzie tego wymagać. Może nawet kogoś wystawić do wiatru bez wahania, jeśli ona na tym nie ucierpi; wszak sami Koreańczycy z Północy ostrzegają „nigdy nie ufaj Koreańczykowi z Północy”. Bywa sadystką, choć nie jest to coś, co powiedziałaby nowo poznanej osobie. Łatwo wpada w gniew i nie uznaje tego za wadę- w końcu trzeba drugiej osobie dosadnie pokazać, że nie można nią pomiatać. Ogółem woli pierwsza zaatakować czy pokazać siłę, bo dla niej okazanie słabości to praktycznie kwestia honoru. Nie przyzna się, ale trochę się boi, że gdy ją okaże, to straci twarz i skończy marnie. Niemniej jednak, w walce nie zależy jej na przeżyciu za wszelką cenę. Przyzwyczaiła się, że wprawdzie dziś żyje w miarę spokojnie, ale jutro może stać się częścią morderczej statystyki. Po co więc miałaby na siebie chuchać i dmuchać? To nie ten typ.
Hipokrytka do kwadratu. Na rozkaz szefa potrafiłaby zabić kogoś ze swoich ludzi za przemycanie rzeczy z Południa, a po wszystkim pójść do domu i obejrzeć nowe pirackie odcinki rzeczonej k-dramy. I nie widzi w tym żadnego problemu. Uważa, że publicznie to jedno, a na osobności może być zupełnie co innego. Bo tak. Niestety, uważa też, że nikt nie mógłby okazać tego wobec niej.
Bardziej ludzkiej twarzy też nie pokazuje wszem i wobec. Niewielu więc wie, że potrafiłaby się poświęcić dla kogoś ważnego dla siebie. Uwielbia jeść i gotować. Byłaby w stanie wiele pracy włożyć w przygotowanie większego posiłku dla gości i przy spotkaniu starałaby się podjąć ich, jak tylko się da. Cieszy się też, gdy ma okazję przybliżyć innym kulturę Korei. Mogłaby przymknąć oko na niektóre sprawy, gdyby była z daną osobą na tyle blisko, aby wiedzieć, że dla niej to ważne. Jest wymagająca, ale wychodzi z założenia, że to tylko wyjdzie na zdrowie komuś, od kogo wymaga. Nie afiszuje się też z zamiłowaniem do sztuki tradycyjnej i gór.
W miłości chłodna, bardziej zakochana chyba w ideach niż innych. Dla niej miłość to bardziej rodzaj poświęcenia i odpowiedzialności. A że głównie wobec kraju musi być lojalna, to na myślenie o uczuciowych sprawach też nie ma za wiele czasu. Zresztą, w romantyzm nie bardzo umie i czułaby się niezręcznie, gdyby ktoś próbował być wobec niej romantyczny. Nie wspominając o tym, jak niezręcznie byłoby, gdyby sama miała próbować.

Wygląd:
1,55m (nie)szczęścia. Nawet jej męską wersję świat zachodni zaliczyłby do kurdupli, bo byłaby ledwie 10cm wyższa. Ze względu na złe odżywianie jest niższa i chudsza od Południa, co w porównaniu z drobną budową ciała daje dość spójny, ale nieszczególnie zachwycający widok. Między innymi z tego względu nie czuje się zbyt pewnie siebie jako kobieta. Nawet niespecjalnie musi brzuch wciągać, żeby gdzieś wystawał choć kawałek kości. Przeważnie jednak tego nie widać, bo zakrywa się ubraniami. Na specjalne okazje ma tradycyjne hanboki, a nawet mundur. Na co dzień zaś ubiera się prosto i niewyszukanie, bo ubranie to dla niej jeden z elementów wygody. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że czasem jej tradycyjne stroje są bardziej ozdobne od współczesnych. Współczesne nie musi być jakoś szczególnie ładne, póki będzie w dobrym stanie. Jasne, czasem zaszaleje, zakładając minisukienkę jak idolki z zespołu Moranbong, ale to „czasem” następuje tak rzadko, że można się zastanawiać, czy aby na pewno ktoś ją widział w mini. Choć prędzej założy mini niż bluzkę na ramiączkach, bo w jej stronach mniej wypada pokazywać ramiona niż nogi. Jeszcze jedna ważna rzecz: spodnie nosi, ale nigdy nie założyłaby dżinsów. Zbyt amerykańskie.
Niejako zainspirowana żoną najmłodszego Kima ścięła włosy do ramion. Niewiele z takimi, prostymi, włosami, można kombinować, ale jej fryzurowe szaleństwo jakoś nie obchodzi. Wygląda znośnie z takimi, to dobrze. Czasem może je upnie, ale przeważnie nawet się tym nie przejmuje i chodzi z rozpuszczonymi. W podobnym stopniu przejmowała się prostą grzywką, którą kiedyś pielęgnowała, ale potem przestała podcinać i odgarniała rosnące włosy na bok. Takie uczesanie spodobało jej się na tyle, że pozostała z nim do dziś. Z boku sterczy jej także loczek, podobny do tego południowego. Tylko z tą różnicą, że skierowany w dół i nie zacieszający aż tak, jak ten drugi.
Oczy w ciemnej oprawie właściwie jako jedyne zwracają uwagę w okolicach jej twarzy, chudej jak reszta ciała. Przez ostatnie sto lat z haczykiem przyzwyczaiła się także do zaciskania ust i głównie z takim zawziętym/mało przyjaznym wyrazem twarzy można ją zobaczyć.


Relacje:

Korea Południowa
brat bliźniak, z którym się wychowywała i z którym przez wieki była mniej lub bardziej blisko. Walczyli ze sobą, owszem, potrafili się na siebie obrazić, ale też potrafili się dogadać. Typowe rodzeństwo, można by rzec. Bardzo zbliżył ich okres japońskiej okupacji, ale potem pojawiły się zbyt różne wpływy i w ich relacjach, mówiąc oględnie, mocno się popsuło. Obecnie od lat oficjalnie pozostaje z Południem w stanie wojny, a jej stosunek do brata jest mocno niejednoznaczny. Niby chętnie obmyśla, jak tu by się nad nim poznęcać, ale też bardzo po wojnie przejmowała się tym, że on jest biedny (sic!). Yong działa jej na nerwy, ale ona jemu też, więc są kwita. Można się zastanawiać, do jakiego stopnia jej nienawiść do Południa jest szczera, a do jakiego wyuczona. Bądź co bądź, najwięcej pomocy Hyesoo otrzymuje właśnie od niego. I przyjmuje bez większego wahania, bo „mam tak źle, masz mi pomagać”. Nawet tęskni do czasów, kiedy byli jedną Koreą. Ogólnie to nie tak, że ona nie chciała zjednoczenia Korei. Chciała, tyle że na swoich warunkach. Obecnie jednak ma do tej kwestii bardzo ambiwalentny stosunek; chce, aby znowu rządzić z bratem jedną, wielką Koreą, ale jednocześnie niezbyt chce, bo obawia się, że przez to standard jej życia się pogorszy. Nigdy też nie nazwie Yonga Koreą; zawsze Południe, bo to ona uważa się za bardziej koreańską niż on. I choć uznaje go za jednego z trzech największych wrogów, to jego traktuje ciut bardziej lajtowo, bo jej zdaniem został amerykańskim popychadłem nie z własnej woli.

Chiny
kiedyś ten, który wiele ją nauczył i wzór do naśladowania. Przez lata kultura chińska miała w Korei taki status, jakim swego czasu w Europie cieszyła się kultura francuska. Zresztą, Hyesoo wciąż widzi w nim autorytet. Czuje też, że to jedno z tych państw, z którym może zupełnie szczerze porozmawiać o wszystkim. No i dobre z niego źródełko kasy, choć dla Koreanki to sprawa bardziej praktyczna. Podczas głodu w latach 90-tych zaopatrywał ją w jedzenie, teraz daje pieniądze, dzięki którym jakoś daje radę. Jednak nie była to jednostronna pomoc, bo i ona przyjęła chińskich uciekinierów. Obecnie trzymają się razem, nawet pomimo tego, że Chińczykowi ostatnio przestają pasować niektóre jej działania. (No i należy do państw, które po prostu wnerwiają chińscy turyści, ale ciii. Póki przyjeżdżają, jest dobrze.) Co znamienne, i Chińczyk ją w przeszłości atakował, ale jemu jakoś potrafiła wybaczyć i puścić w niepamięć. Następnemu panu z tej listy już nie.

Japonia
o ile w przypadku Południa na jakimś poziomie jeszcze darzy go sympatią, o tyle Japonii nienawidzi szczerze. Wydawało jej się kiedyś, że poza w miarę neutralne relacje nigdy nie wyjdą. Ot, jako sąsiedzi nie byli jakimiś wielkimi sojusznikami, ale szło się w miarę dogadać. Z naciskiem na „w miarę”, bo ze względu na wojny pełnej neutralności nigdy między nimi nie było. Jednak najbardziej dał jej i Południu w kość w okresie, gdy Kiku zachciało się zawładnąć Azją. Sporo złego w Korei wyrządził, za co znienawidziła go tak bardzo, że obecnie, zapytana o wrogów, na jednym wdechu wymieni właśnie Japonię, na równi z Południem i Ameryką. Zdaje się nie pamiętać o tym, że właśnie za kolonizacji, dzięki japońskim szkołom, zainteresowała się zachodnią kulturą i ideą równości płci; i że jej kraj przestał wtedy wyglądać jak totalna dziura zabita dechami. Zaangażowanie Kiku w normalizację sytuacji w jej kraju odbiera jako bezpodstawne wtrącanie się w jej sprawy i nie chce słuchać wyjaśnień, że to nie do końca tak. Nie będzie jej mówić, jak ma żyć.




Wietnam
swego czasu mieli dobre i ożywione relacje, obecnie są tylko dobre. Wymiany studenckie czy pomoc w wojnach były znaczne- może i w wojnie wietnamskiej walczyło więcej pułków z Korei Południowej, ale za to te z Północy bardziej się przykładały. Tak przynajmniej utrzymywał Kim Ir Sen. Potem Koreance nie spodobały się wietnamskie wybory i przestali być wielce bliskimi państwami. Mówi się jednak, że podpatruje ona, jak siostrzyczka radzi sobie gospodarczo, a zmiany ekonomiczne u niej przebiegną tak, jak w Wietnamie.




USA
jeden z wielkiej trójki jej wrogów. Już przed rządami partii niezbyt za nim przepadała, choć to właśnie amerykańscy misjonarze zaszczepili w niej wiarę w Boga. Zła też była, że Alfred przyklepał jej obecność w japońskiej strefie wpływów. Ale dopiero potem Ameryś stał się dla niej uosobieniem wszelkiego zła. Jakieś relacje dyplomatyczne jednak mieli. Do niedawna, bo zostały one zerwane z powodu amerykańskich sankcji, uznanych przez Koreę Północną za wypowiedzenie wojny. Co za szczęśliwy zbieg okoliczności, że przygotowania do wojny z Ameryką były jednym z tematów numer jeden od końca wojny koreańskiej.

Indie
mimo chwilowego pogorszenia stosunków dyplomatycznych przez nawiązanie przez Koreę relacji z Pakistanem, dogadują się bardzo dobrze. Handel, pomoc w razie potrzeby, edukacja- nie ma na co narzekać. Relacje między nimi są tak dobre, że USA proszą Indie o mediacje w sprawach dotyczących Korei. Bo większa szansa, że Hyesoo będzie chciała rozmawiać z nim, niż z Alfredem.

Malezja
przez pewien czas jedyny kraj, którego obywatele mogli wjechać do Korei Północnej bez wizy, co świadczy o swego rodzaju zaufaniu i sympatii z koreańskiej strony. Głównie ze sobą handlują i pracują nad zwiększeniem turystyki.

Mongolia
niemal z marszu uznał rząd Kim Ir Sena, pomagał jej też w wojnie. Spoko gość. Cały czas trochę żałuje, że u niego komunizm upadł, bo przez to ich zażyłe relacje się rozluźniły. W pewnym momencie nawet prawie się wyzerowały. Wciąż jednak nie patrzy na niego wilkiem.

Tajwan
siostra, za którą niezbyt przepada, bo ta działa jej na nerwy swoim sposobem bycia. Nie popiera jej wyborów i zdecydowanie bardziej ujmuje się za Chinami, z którymi nie ma zamiaru psuć sobie relacji. Jest to zresztą dodatkowy powód, dla którego nie zbliża się zbytnio do Mei. Pomimo to, stara się zachować z nią poprawne stosunki.

Rosja
o tym panu też warto wspomnieć, bo swego czasu był jednym z największych autorytetów Koreanki i do dziś pozostaje jednym z największych partnerów handlowych. W czasach Zimnej Wojny współpracowali bardzo dużo. Teraz trochę mniej, choć wpływy i pozytywne postrzeganie Rosji zostało. Nie boi się go tak, jak reszta. Na swój okrutny sposób bawi ją także fakt, że obecnie więcej Rosjan uważa jej program jądrowy za zagrożenie niż chciałoby wesprzeć Koreę Północną w ewentualnej wojnie.

Polska
o dziwo, dobrze go wspomina. Dawny brat komunista, który przyjął północnokoreańskie sieroty po wojnie i za to jest mu bardzo wdzięczna. Hyesoo do teraz umie powiedzieć parę słów po polsku („pan tu… pan tu nie stał”). Wprawdzie Felek teraz już nie jest aż tak bliski, bo nie dość, że transformacja ustrojowa, to jeszcze relacje dyplomatyczne z Południem, ale ona wciąż ma do niego sentyment i byłaby w stanie przymknąć oko na jego odpały.

Meksyk
ciężko znaleźć państwa, które tak by się od siebie różniły, ale trzeba przyznać, że darzy go sympatią. A to dlatego, że na początku zeszłego stulecia emigrowała tam spora grupa Koreańczyków. Wprawdzie zostali wykiwani przez pośredników, ale wielu zostało i Meksyk stał się ich domem. Ba, w tak ciężkim czasie próbowali nawet stworzyć tam swoją własną Koreę. Ona sama żałuje trochę, że nie wrócili, choć wie, że nieświadomie emigranci wybrali mniejsze zło.

Izrael
nie uznaje go i nie cierpi. Do tego stopnia, że gdy otwierała kraj dla turystów, zabroniła Izraelczykom przyjeżdżać tak samo jak Amerykanom czy Japończykom. Bardziej jest „team Palestine”.

Serbia
nie jest zaskoczeniem fakt, że jeszcze za Josipa Broza Tito i Kim Ir Sena Jugosławia i ta lepsza Korea się dogadywały i były se sobą całkiem blisko. Do teraz Koreanka lubi Serba i nie miałaby nic przeciwko, by iść z nim na piwo albo coś. Zgadza się nawet na to, aby jego ludzie (jako nieliczni) przyjeżdżali bez wizy w niektórych przypadkach. Ba, pozwala nawet Serbom szkolić swoich żołnierzy. Wyobrażacie sobie, jak pozwalałaby na coś takiego, no nie wiem, Yongowi? No właśnie.


Pozostałe byłe/obecne kraje komunistyczne
kojarzy je w mniejszym lub większym stopniu. Kiedyś się bardzo ze sobą trzymali, teraz już mniej. W różnym stopniu się też dogadują, to zależy. Jednych może uwielbiać, z innymi się żreć. Współpracuje z nimi na różnych polach; ogółem nie ma nic przeciwko towarzystwu żadnego z nich. Małym wyjątkiem jest tu Estonia, z którym obecnie nie utrzymuje relacji.




Ciekawostki:


  • w Korei używa się osobnego pisma, które jako jedyne na świecie zostało sztucznie stworzone. Mimo że cały świat zna je pod nazwą hangeul, ona akurat woli nazwę choseongeul. Bo to bardziej takie „jej”. Choć z rozgraniczaniem rzeczy północnych od południowych tutaj akurat nie przesadza i mówi także urigeul („nasze pismo”). Niemniej jednak przyjrzyjmy się temu pismu bliżej… nieraz na przestrzeni dziejów modyfikowano je w mniej lub bardziej rewolucyjny sposób. Wyrzucano z niego znaki, które nie pasowały już do języka, albo próbowano wprowadzić nowe bądź zmienić sposób pisania. Jednym z tych znaków, których obecnie nie ma, jest ten w kształcie trójkąta. Wiecie, co jeszcze jest w kształcie trójkąta? Niezależnie od tego, czy nazwiemy to pismo hangeul czy urigeul, wciąż wymówimy sześć głosek. Czy to wam czegoś nie mówi? Tak! Korea to Illuminati.

  • Zgodność zgodnością, ale nawet tak neutralne święto jak dzień koreańskiego pisma obchodzi w inny dzień niż Południe. Bo tak. Cud, że urodziny i rocznicę kapitulacji Japonii świętują tego samego dnia

  • Jeśli w pieśniach na cześć Wodza pozamienia się słowo „Wódz” na „Chrystus”, to wyjdą prawdziwe chrześcijańskie pieśni. Ona jednak na to nie wpadła, bo choć chrześcijaństwo przez krótki okres było dla niej wyznacznikiem oporu przeciwko Japończykom, to potem było sukcesywnie wyrugowywane z jej ziem. Teraz wprawdzie wraca podziemnymi drogami, ale Hyesoo w życiu się nie przyzna, że mogłaby wierzyć w coś niebędącego komunizmem czy Umiłowanym Przywódcą. Tylko czasami, gdy upewni się, że nikt nie widzi, zdarza jej się pomodlić albo przejrzeć te wszystkie wysyłane z Południa wersety z Biblii, wydrukowane na odwrocie wizerunku któregoś z Kimów.

  • Kiedy nikt nie widzi, ogląda także dramy przemycane z Południa. Mimo że głośno złorzeczy na tych, którzy je przemycają. Ogólnie, mimo że rząd robi wiele, aby uniemożliwić przeciętnemu Kimowi dostęp do informacji z Południa (i interpretowanie ich inaczej, niż rząd chce), Hyesoo jakoś daje radę ogarniać popularniejsze rzeczy z południowokoreańskiej popkultury. Niektóre nawet jej się podobają. Do tego jednak też się w życiu nie przyzna.

  • Wielbicielka własnych pieśni ludowych i rewolucyjnych. Oraz socrealizmu.

  • Kocha azalie.

  • Ostatnio Zachód ponownie pokochał lata 90-te. Wspomina się tamtą popkulturę, styl życia, wręcz idealizuje. Ona jednak ten okres wspomina po prostu źle, bo co jej nawet po kryzysie ekonomicznym na Południu, skoro u niej panował wtedy głód.

  • Gdyby nudziło jej się w pracy, to zapewne rzucałaby odpowiednio naostrzonymi rzutkami do tarczy ze zdjęciami Japonii, Ameryki i Południa. Ale nie ma czasu na nudzenie się w pracy.

  • Poza koreańskim biegle mówi po chińsku- bo ważny i prestiżowy język w regionie- i dość dobrze po japońsku- bo została zmuszona do nauki. Uczyła się też trochę rosyjskiego za sowieckiej okupacji na fali „ZSRR jest takie super!” Nie chce natomiast nauczyć się angielskiego, dla zasady.

  • Południe namiętnie zapożycza słowa z angielskiego, ona zaś ma u siebie więcej rusycyzmów. A w przypadku nazw niektórych miejsc czy krajów nie sięga po angielskie nazwy tak jak Yong, tylko stosuje te oryginalne. Stąd zamiast czegoś brzmiącego jak „Poland” mówi „Polska”; gimnastykowała się też z wymową oryginalnej wersji „Czechosłowacji”. I potrafi zachować rodzime słowa, bo co to ma być jakieś „ice cream”, skoro można powiedzieć „eoreumgwaja”? (Patrzę na ciebie, Południe >:c)

  • Mało się o tym mówi, ale ma już własne linie lotnicze. Wprawdzie pod względem bezpieczeństwa wypadają słabo w porównaniu z innymi liniami, ale to już coś. Otwiera się też na turystów.

  • Ma dość wybiórczą wiedzę o sprawach związanych z jej własnym państwem. Wie co nieco o obozach czy zagranicznej edukacji Kim Dzong Una (nie wie tylko, gdzie ją odebrał), ale o wysyłaniu przez państwo obywateli do niewolniczej pracy w Europie już nie.

  • Przyzwyczajona do tego, że uroczystości czy imprezy w pracy trzeba oblać. Ale ma też słabą głowę. The struggle is real.

  • A tu trochę pieniądza z wesołym patronem. Weź sobie, adminie, tylko nie przepieprz na głupoty :C

  • Swego czasu, przez japońską okupację, nosiła japońskie nazwisko, ale nie przyznaje się do tego, bo niejako została zmuszona. Tylu Koreańczyków wtedy japonizowało swoje nazwiska, że ona też tak zrobiła.

  • Komunizmem zainteresowała się jeszcze bardziej niejako dzięki Japończykowi. Wtedy część jej kobiet i ona zdobywały lepsze wykształcenie, zafascynowały się zachodnią sztuką i hasłami emancypacyjnymi. Niestety, nie było im łatwo w konserwatywnym koreańskim społeczeństwie. Część wyjeżdżała, część godziła się z tym, że w Korei nie będzie tak, jak na Zachodzie, a jeszcze inne zostawały komunistkami. Ona, wkręcona już co nieco w temat, wybrała tę ostatnią drogę.

  • Nie cierpi Japonii, nie pozwala jego ludziom do siebie przyjeżdżać (chyba, że to ona ich zmusi, hehe), ale była bardziej przychylna koreańskim kolaborantom niż jej brat, który dosłownie wypędził ich z Seulu. Ale no, jednym z nich był bliski krewny Kim Ir Sena, a ten ostatni mówił, że nie wolno patrzeć tylko na przeszłość człowieka, sami rozumiecie. Zresztą, jak odpowiednio ją podejść, to okaże się, że mimo wszystko podobał jej się ten japoński militaryzm. Nie jako rzecz stosowana w praktyce na krajach Azji, ale jako pokaz siły i wyższości.

  • Dość przedmiotowo traktuje państwa-autorytety. Wydaje się, że do większości się zbytnio nie przywiązuje i gdy trzeba będzie, porzuci bez żalu i znajdzie sobie nowego senpaia, który ją noticnie mentora. Większa pomoc od strony Sowietów? Najpierw „Sowieci są super i najlepiej umieją w komunizm”, a chwilę potem „oni są super, ale inni są lepsi”. Swego czasu Chiny były wielkim autorytetem, większym niż teraz; kiedy jednak uznała, że wygodniej będzie porzucić tę fascynację, to zrobiła tak od razu. Potrafiła wtedy uważać Yao za gorszego od siebie i wyrzucać ze swojego kraju Chińczyków. Nie trafisz. I nie możesz być pewny, czy gdy dziś uzna cię za wzór do naśladowania, to jutro nie pomyśli, że ssiesz.

avatar

Korea Północna

Liczba postów : 94
Skąd : Pjongjang
Join date : 28/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Best Korea!

Pisanie by Serbia on Czw Gru 01, 2016 12:05 am

Akcept
Za tego pieniądza
avatar

Serbia

Liczba postów : 74
Join date : 26/11/2016


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach